Rozdział IV
Alice
Zapadło krępujące milczenie.
- Nico, czy wy się znacie? - Przerwałam ciszę. Słysząc imię syna Hadesa, Sadie westchnęła z ulgą.
- Nie. Nie znamy się. - Odpowiedział chłopak, patrząc na magiczkę.
- Chodzi o to, że do złudzenia przypominasz jednego boga, który jak to powiedzieć... Jest już w innej postaci. - Na słowa jej brata, zaświtało mi coś w głowie. Na widok Nica blondynka powiedziała "Anubis". To nie był Egipski bóg pogrzebów? Jeśli tak, to podobieństwo było, w pewnym sensie rodzinne.
- Może się przedstawmy. - Postanowiłam rozładować atmosferę. - Jestem Alice Jeffy. Córka bogini Hekate.
- Nico Di Angelo. Syn Hadesa.
- Jak pewnie już wiecie, jestem Sadie Kane. - Blondwłosa odzyskała pewność siebie. - A to mój braciszek Carter.
- Sadie! Jestem starszy! - Przerwał jej brat i zaczęli się kłócić. Na widok ich sprzeczki roześmiałam się. Zawsze chciałam mieć rodzeństwo. No ale trzeba im powiedzieć, po co ich wezwaliśmy.
- Musimy porozmawiać. - Oświadczyłam. - O Apopisie.
- Nie. Ale skoro Apopis był "posłańcem" to musi mieć móżdżek... - Odparła Sadie. - Czy to możliwe ,że tato...
- Co?
- N... Nie. Nic. - Zmieszała się dziewczyna. - Mamy określony jakiś cel?
- Mamy się udać na południe, ale nic więcej nie wiemy. - Nie brzmiało to zbyt motywująco, ale taka była prawda. - Ale jestem pewna, że po drodze otrzymamy wskazówki od bogów.
- Chwila, chwila. - Przerwał mi Carter. - Ten cały pyton pochodzi z mitologii Greckiej. Co my mamy z tym wspólnego? - Spanikowałam. Co jeśli z nami nie pójdą?
- Jak wam mówiliśmy, Ella wygłaszając przepowiednię mówiła o rodzeństwie Egipskich magów. - Uratował sprawę Nico. Naprawdę, podziwiam jego pewność siebie. - Oczywiście, nie musicie iść z nami.
- Carter, mi też się nie uśmiecha pomysł kolejnej wojny. - Powiedziała Sadie. - Ale ktoś musi to zrobić.
- Masz rację... - Westchnął chłopak. - Musimy wyruszyć dzisiaj? - Potwierdziliśmy. - W takim razie, musimy wrócić do domu Brooklyńskiego, aby się spakować i poinformować Ziyię i Walta o naszej nieobecności. Ale... Nie powinniśmy wpuszczać was na nasz teren. Zaczekacie tu na nas?
- Dobra. - Odpowiedziałam. Poczekamy.
Gdy wszystko im wytłumaczyliśmy, wszystkich napadł zły humor.
- Czyli cała nasza walka z Apopisem, poszła na marne? - Spytał ponuro Carter. - On nie był ostatni?
- Miał tylko osłabić maat. - Domyśliła się Sadie.
- Maat? Co to maat? - Spytałam.
- Wy, herosi nazwali go byście równowagą, przeciwieństwem Chaosu.
- Czy Chaos ma ludzką formę? - Spytał Nico. Rodzeństwo popatrzyło na siebie. - Miał tylko osłabić maat. - Domyśliła się Sadie.
- Maat? Co to maat? - Spytałam.
- Wy, herosi nazwali go byście równowagą, przeciwieństwem Chaosu.
- Nie. Ale skoro Apopis był "posłańcem" to musi mieć móżdżek... - Odparła Sadie. - Czy to możliwe ,że tato...
- Co?
- N... Nie. Nic. - Zmieszała się dziewczyna. - Mamy określony jakiś cel?
- Mamy się udać na południe, ale nic więcej nie wiemy. - Nie brzmiało to zbyt motywująco, ale taka była prawda. - Ale jestem pewna, że po drodze otrzymamy wskazówki od bogów.
- Chwila, chwila. - Przerwał mi Carter. - Ten cały pyton pochodzi z mitologii Greckiej. Co my mamy z tym wspólnego? - Spanikowałam. Co jeśli z nami nie pójdą?
- Jak wam mówiliśmy, Ella wygłaszając przepowiednię mówiła o rodzeństwie Egipskich magów. - Uratował sprawę Nico. Naprawdę, podziwiam jego pewność siebie. - Oczywiście, nie musicie iść z nami.
- Carter, mi też się nie uśmiecha pomysł kolejnej wojny. - Powiedziała Sadie. - Ale ktoś musi to zrobić.
- Masz rację... - Westchnął chłopak. - Musimy wyruszyć dzisiaj? - Potwierdziliśmy. - W takim razie, musimy wrócić do domu Brooklyńskiego, aby się spakować i poinformować Ziyię i Walta o naszej nieobecności. Ale... Nie powinniśmy wpuszczać was na nasz teren. Zaczekacie tu na nas?
- Dobra. - Odpowiedziałam. Poczekamy.
******
Czekając na rodzeństwo Kane, kupiliśmy sobie talerz frytek i coś do picia.
- Ciekawe jak to będzie. - Odezwałam się po chwili. - Egipt i Grecja. Dwie inne religie. U nas są Herosi, u nich magicy.
- Żyjemy w dwóch odmiennych światach. - Potwierdził syn Hadesa. - Ale skoro o naszej współpracy mówiła przepowiednia, musi to być możliwe.
- Tak myślisz?
- Mówiłaś ,że się uda. - Przypomniał mi chłopak. - A ja ci ufam. - Chyba się zarumieniłam. To prawda, mówiłam mu tak miesiąc temu. Jak mogłam tego nie zrobić? Wystarczająco dużo miał smutków w życiu.
- Tak myślisz?
- Mówiłaś ,że się uda. - Przypomniał mi chłopak. - A ja ci ufam. - Chyba się zarumieniłam. To prawda, mówiłam mu tak miesiąc temu. Jak mogłam tego nie zrobić? Wystarczająco dużo miał smutków w życiu.
- Masz rację. - Uśmiechnęłam się. - Wszystko będzie dobrze.
- Ej, gołąbeczki! Nie chcielibyśmy wam przeszkadzać, ale wróciliśmy! - Powiedziała tuż za mną Sadie. - Lecimy?
- Jasne. - Odpowiedzieliśmy jednocześnie i wyszliśmy na zewnątrz. Gryf Świrus był zaprzężony w Egipską łódź.
- Utrzyma nas? - Spytałam. - Nie wygląda na solidną.
- To jest Egipska łódź. - Przypomniał Carter. - Podtrzymuje ją magia.
- Dobra, jasne. - Mruknęłam i wsiadłam na pokład.
Jazda w magicznej, latającej łodzi ciągniętej przez gryfa o imieniu Świrus nie jest jakaś nadzwyczajna. Nie licząc tego ,że cały czas robiliśmy korkociągi, obroty o 360 stopni... Nic ciekawego... Ale wszystko się zmieniło w chwili, gdy zobaczyliśmy to.
Co to jest to to? - Jest to idealnie okrągła dziura w ziemi, o promieniu pół metra. Wydostaje się z niej kolumna czarnego dymu, jak z komina jakiejś fabryki. Ale ten dym wrzał dotykając chmur i działał jak kwas na przelatujące obok ptaki. Jakby tego było mało, wychodziły z niej potwory. Mnóstwo potworów. Od tehlinów, przez empuzy, do włochatych cyklopów (Naprawdę, nie cierpię tych gości). Oprócz nich były tam demony z głowami owadów, lub z wszelkimi rodzajami broni zamiast ich.
Potwory zaczęły siać spustoszenie, goniąc i raniąc śmiertelników. Cyklopy i lajstrygonowie użyli swoich maczug do rozwalania budynków. Jednym słowem przerażający widok.
- Lądujemy! - Usłyszałam krzyk Cartera. - Musimy coś z tym zrobić! - Gdy tylko nasz środek transportu dotknął ziemi, wyskoczyłam z niego z moim mieczem w ręce. Mój miecz przechodził przez potwory, jak przez masło. Niestety, nie dotyczyło to Demonów.
Miecze moje i Nicka jakby cięły powietrze, przechodząc przez nie bez śladu, a one powoli nas okrążały. Carter i Sadie zaś, mieli identyczną sytuację z Greckimi stworami. Blondynka próbowała użyć jakiegoś zaklęcia na bandzie Empuz, które tylko się zaśmiały i skoczyły na nią z pazurami.
- Uważaj! - Coś przygniotło mnie do ziemi. Nade mną, przeleciała płonąca strzała, która trafiła by we mnie. Spojrzałam na osobę, która mnie uratowała. To był Nico.
- Nie trać koncentracji. - Powiedział. - Gdybym cię nie ostrzegł....
- Na bok! - Krzyknęłam i przeturlaliśmy się w lewo. Obok stał demon z zakrwawionym toporem zamiast głowy. Miał go w bitego w ziemię w miejscu, gdzie przed chwilą leżał syn Hadesa.
- Zakrwawione ostrze! - Krzyknęła Sadie. - Znowu ty!?
- Nie służę już rodzinie Kane! - Przypomniał stwór. - Teraz, zniszczę ją i ich sprzymierzeńców! - Wyrwał głowę z ziemi i zaczął iść w naszą stronę. Szybko wstałam, używając miecza jako podpory. To cud, że się na niego nie nadziałam podczas upadku.
- Świrrrrrrr!- Szalony gryf porwał toporogłowego demona w górę i zrzucił go do najbliższej rzeki. Nie poprawiło to jednak naszej sytuacji.
Potwory wykminiły swoją strategię. Egipskie Demony okrążyły mnie i Nicka, podczas gdy rodzeństwo magów otoczyły Greckie monstra.
- Jedynym sposobem ,żeby zabliźnić ukąszenie węża, jest wejście do świata granic*. - Usłyszałam w głowie głos Hekate. - Musicie się dostać na dół, nie ulegając energii Chaosu. - Nie zastanawiałam się, czy to dobry pomysł. Posłuchałam głosu matki.
- Carter! Sadie! - Krzyknęłam. - Szczelina! - Gdy zauważyłam ,że biegną w jej kierunku, złapałam Nicka za rękę i zaczęliśmy torować sobie drogę, przez tłum demonów, waląc ich po głowach (lub po scyzorykach, toporach, kosach czy otwieraczach do butelek) kamieniami.
- O co chodzi Alice!? - Spytał Syn Hadesa w biegu.
- Hekate powiedziała mi co zrobić! - Odpowiedziałam tylko i w milczeniu dobiegliśmy na miejsce. Z tej odległości, szczelina działała jak odkurzacz na moją energię życiową. Mimo iż przebiegliśmy jakieś 10 metrów, nogi zamieniały mi się w watę.
- Jaki masz plan? - Spytała Sadie, gdy dobiegła do nas razem z bratem.
- Hekate nazwała to ukąszeniem węża. - Zajrzałam w głąb dziury. - Musimy tam wskoczyć! - Poinformowałam ich i jak można się domyślić, skoczyłam.
Jeśli nigdy nie skakaliście do dziury, która podobno jest ukąszeniem Apopisa, to nie polecam.
Każdy atom mojego ciała, chciał uciec w inną stronę. Czarny dym wysysał mi powietrze z płuc i całą moją siłę. W uszach mi huczało od zmiany ciśnienia, a wzrok się rozmazał. Ostatnie co zobaczyłam, to syn Pana Podziemia skaczący za mną w przepaść.
- Ej, gołąbeczki! Nie chcielibyśmy wam przeszkadzać, ale wróciliśmy! - Powiedziała tuż za mną Sadie. - Lecimy?
- Jasne. - Odpowiedzieliśmy jednocześnie i wyszliśmy na zewnątrz. Gryf Świrus był zaprzężony w Egipską łódź.
- Utrzyma nas? - Spytałam. - Nie wygląda na solidną.
- To jest Egipska łódź. - Przypomniał Carter. - Podtrzymuje ją magia.
- Dobra, jasne. - Mruknęłam i wsiadłam na pokład.
Jazda w magicznej, latającej łodzi ciągniętej przez gryfa o imieniu Świrus nie jest jakaś nadzwyczajna. Nie licząc tego ,że cały czas robiliśmy korkociągi, obroty o 360 stopni... Nic ciekawego... Ale wszystko się zmieniło w chwili, gdy zobaczyliśmy to.
Co to jest to to? - Jest to idealnie okrągła dziura w ziemi, o promieniu pół metra. Wydostaje się z niej kolumna czarnego dymu, jak z komina jakiejś fabryki. Ale ten dym wrzał dotykając chmur i działał jak kwas na przelatujące obok ptaki. Jakby tego było mało, wychodziły z niej potwory. Mnóstwo potworów. Od tehlinów, przez empuzy, do włochatych cyklopów (Naprawdę, nie cierpię tych gości). Oprócz nich były tam demony z głowami owadów, lub z wszelkimi rodzajami broni zamiast ich.
Potwory zaczęły siać spustoszenie, goniąc i raniąc śmiertelników. Cyklopy i lajstrygonowie użyli swoich maczug do rozwalania budynków. Jednym słowem przerażający widok.
- Lądujemy! - Usłyszałam krzyk Cartera. - Musimy coś z tym zrobić! - Gdy tylko nasz środek transportu dotknął ziemi, wyskoczyłam z niego z moim mieczem w ręce. Mój miecz przechodził przez potwory, jak przez masło. Niestety, nie dotyczyło to Demonów.
Miecze moje i Nicka jakby cięły powietrze, przechodząc przez nie bez śladu, a one powoli nas okrążały. Carter i Sadie zaś, mieli identyczną sytuację z Greckimi stworami. Blondynka próbowała użyć jakiegoś zaklęcia na bandzie Empuz, które tylko się zaśmiały i skoczyły na nią z pazurami.
- Uważaj! - Coś przygniotło mnie do ziemi. Nade mną, przeleciała płonąca strzała, która trafiła by we mnie. Spojrzałam na osobę, która mnie uratowała. To był Nico.
- Nie trać koncentracji. - Powiedział. - Gdybym cię nie ostrzegł....
- Na bok! - Krzyknęłam i przeturlaliśmy się w lewo. Obok stał demon z zakrwawionym toporem zamiast głowy. Miał go w bitego w ziemię w miejscu, gdzie przed chwilą leżał syn Hadesa.
- Zakrwawione ostrze! - Krzyknęła Sadie. - Znowu ty!?
- Nie służę już rodzinie Kane! - Przypomniał stwór. - Teraz, zniszczę ją i ich sprzymierzeńców! - Wyrwał głowę z ziemi i zaczął iść w naszą stronę. Szybko wstałam, używając miecza jako podpory. To cud, że się na niego nie nadziałam podczas upadku.
- Świrrrrrrr!- Szalony gryf porwał toporogłowego demona w górę i zrzucił go do najbliższej rzeki. Nie poprawiło to jednak naszej sytuacji.
Potwory wykminiły swoją strategię. Egipskie Demony okrążyły mnie i Nicka, podczas gdy rodzeństwo magów otoczyły Greckie monstra.
- Jedynym sposobem ,żeby zabliźnić ukąszenie węża, jest wejście do świata granic*. - Usłyszałam w głowie głos Hekate. - Musicie się dostać na dół, nie ulegając energii Chaosu. - Nie zastanawiałam się, czy to dobry pomysł. Posłuchałam głosu matki.
- Carter! Sadie! - Krzyknęłam. - Szczelina! - Gdy zauważyłam ,że biegną w jej kierunku, złapałam Nicka za rękę i zaczęliśmy torować sobie drogę, przez tłum demonów, waląc ich po głowach (lub po scyzorykach, toporach, kosach czy otwieraczach do butelek) kamieniami.
- O co chodzi Alice!? - Spytał Syn Hadesa w biegu.
- Hekate powiedziała mi co zrobić! - Odpowiedziałam tylko i w milczeniu dobiegliśmy na miejsce. Z tej odległości, szczelina działała jak odkurzacz na moją energię życiową. Mimo iż przebiegliśmy jakieś 10 metrów, nogi zamieniały mi się w watę.
- Jaki masz plan? - Spytała Sadie, gdy dobiegła do nas razem z bratem.
- Hekate nazwała to ukąszeniem węża. - Zajrzałam w głąb dziury. - Musimy tam wskoczyć! - Poinformowałam ich i jak można się domyślić, skoczyłam.
Jeśli nigdy nie skakaliście do dziury, która podobno jest ukąszeniem Apopisa, to nie polecam.
Każdy atom mojego ciała, chciał uciec w inną stronę. Czarny dym wysysał mi powietrze z płuc i całą moją siłę. W uszach mi huczało od zmiany ciśnienia, a wzrok się rozmazał. Ostatnie co zobaczyłam, to syn Pana Podziemia skaczący za mną w przepaść.
******
Obudziłam się w jakiejś wielkiej jaskini. Sklepienie i ściany wyłożone były kryształami, a ja leżałam na czymś miękkim, położonym na nierównej i zimnej posadzce. Obok mnie siedział Nico, dalej stali Carter i Sadie, o czymś dyskutując.
- Obudziłaś się? - Spytał syn Hadesa. W jego słowach usłyszałam troskę. - Dobrze się czujesz?
- Tak. - Skłamałam. Cały czas miałam wrażenie ,że rozpadnę się na miliard cząsteczek. - Ile byłam nieprzytomna?
- Tylko kilka minut. - Dostałam odpowiedź. - Ale nie wyglądałaś najlepiej... Zresztą, nadal jesteś blada. Carter i Sadie użyli zaklęcia które nas ochroniło, ale byłaś za daleko, żeby na ciebie podziałało.
- Już mi lepiej. - Zapewniłam go i wstałam. Poszłam w kierunku rodzeństwa magów.
- Dobrze ,że wstałaś. - Powiedział Carter. - Bo ktoś tu idzie.
W naszym kierunku szły dwie dziewczyny. Ich ręce złączone były błękitno - złotym sznurem. Dziewczyna po (mojej) prawej stronie, miała czarne włosy. Miała je rozpuszczone, z dwoma kucykami po bokach. Złote oczy patrzyły na mnie władczo. Była wysoka i piękna w surowy sposób. Ubrana była w czarno-złote ubrania, krojem przypominające te Egipskie. W wolnej (lewej) ręce trzymała bicz.
Jej towarzyszka była tego samego wzrostu i miała tą samą, idealną figurę. Białe włosy miała spięte czarno-błękitną spinką. Oczy koloru lodu patrzyły na mnie bystro. Ubrana była jak dziewczyna obok, ale na czarno i srebrno. W prawej ręce trzymała miecz.
- Jesteśmy Praesidio*. - Powiedziały jednym głosem. - Strażniczka Granic.
- Chwila... - Powiedziałam pierwszą rzecz, która przyszła mi do głowy. - Jak razem możecie być jedną strażniczką?
- Ech... - Westchnęła "złota" dziewczyna, jakby tysiąc razy słyszała to pytanie. - Dzielimy jeden umysł. Kiedyś byłyśmy jednym ciałem. Ale gdy się połączymy nie będziemy mogły strzec granic więc możemy dzielić tylko umysł i głos.
- Dobra. Starczy. - Powiedziała białowłosa i wskazała na Kane'ów. - Czy wy jesteście ci od Egiptu? - Przez was mamy mnóstwo roboty!
- Eee... Jakiej roboty? - Spytała Sadie.
- Przyjmowanie gości i poddawanie ich próbom! - Krzyknęła zirytowana dziewczyna. - Ugryzienia Apopisa ściągają tu ludzi z całego świata! Byli już tu Sumerowie a nawet Buddyści i wyznawcy jakiś stu innych religii! Myślicie ,że to praca na pięć minut!?
- Nie! Nie myślimy tak! - Uratował sytuację Carter. - O jakiej próbie mówiłaś?
- Podróż śmiertelników po świecie granic, zaburza równowagę świata i dodatkowo wzmacnia Chaos. - Powiedziała dziewczyna o złotych oczach. - Wiec wpuszczamy tu tylko tych, co przejdą próby. Jak na razie, nikt nie przeszedł.
- Przepraszamy ale... - To nie dawało mi spokoju. Jak możemy do was mówić?
- Razem jesteśmy po prostu Praesidio. - Odpowiedziały znowu wspólnym głosem. - Oddzielnie mamy wiele imion. Septentrionem i Meridiem, - Północ i Południe, Argentum i Aurum czyli....
- Srebro i złoto. - Przerwał im Nico. - Jak psy Reyny.
- Nie porównuj nas do jakiś kundli! - Krzyknęły Boginie (czy też Bogini, ciężko powiedzieć). - Najwięcej ludzi mówi do nas Noctis i Die - Noc i dzień.
- To zostańmy przy tym ostatnim. - Powiedziałam szybko. - Może powiecie nam co z tymi próbami?
- Wyślemy was zaraz do magicznej komnaty. - Powiedziała Noctis.
- Tam zostaniecie poddani pierwszej próbie. - Dodała Die.
- Jeśli wam się uda, przejdziecie dalej. - Dziewczyny mówiły na zmianę.
- Wszystkich prób będzie tyle, ile jest was.
- Każdy ma jedną próbę dla siebie.
- Przeznaczone są wam te próby, które będą dla was najtrudniejsze. - Ostrzegła Die.
- Powodzenia. - Zakończyły jednym głosem, po czym rozpłynęły się powietrzu. Przed nami stały drzwi, które wyglądały, jakby były zrobione z cienia.
- Pierwsza będzie próba siły. - Głos strażniczki niósł się echem po jaskini. - Powodzenia, Sadie.
- Sugerujecie, że jestem słaba!? - Krzyknęła blondynka, ale odpowiedziało jej tylko echo.
- Super. - Mruknęła. - Mieliśmy ratować świat, a musimy robić jakieś głupie próby! - Musiałam się z nią zgodzić. Wskoczyliśmy do tej szczeliny ,żeby ją zamknąć i skończyć napad potworów na świat śmiertelników, a teraz znaleźliśmy się tutaj i nawet nie wiemy, czy ktoś to zrobił za nas. Niestety, nie mieliśmy wyboru.
- Ostatnie ostrzeżenie. - Usłyszeliśmy głos Praesidio. - Te próby to iluzje, ale jeśli wam się nie uda ich przejść, zginiecie. - Bardzo motywujące. Sadie poszła przodem i otworzyła drzwi z cienia.
- Sugerujecie, że jestem słaba!? - Krzyknęła blondynka, ale odpowiedziało jej tylko echo.
- Super. - Mruknęła. - Mieliśmy ratować świat, a musimy robić jakieś głupie próby! - Musiałam się z nią zgodzić. Wskoczyliśmy do tej szczeliny ,żeby ją zamknąć i skończyć napad potworów na świat śmiertelników, a teraz znaleźliśmy się tutaj i nawet nie wiemy, czy ktoś to zrobił za nas. Niestety, nie mieliśmy wyboru.
- Ostatnie ostrzeżenie. - Usłyszeliśmy głos Praesidio. - Te próby to iluzje, ale jeśli wam się nie uda ich przejść, zginiecie. - Bardzo motywujące. Sadie poszła przodem i otworzyła drzwi z cienia.
******
Jestem pewna ,że próby Sadie i Cartera opiszą oni sami w osobnym rozdziale. Do nich należały dwie pierwsze. Ja teraz opowiem o trzeciej, czyli o mojej.
Gdy przeszliśmy przez drzwi, które pojawiły się po przejściu próby przez Cartera, pojawiłam się przed przeźroczystą ścianą, za którą stali moi towarzysze. Po chwili, zamieniła się ona w ciemnoczerwoną skałę. Magia zaczęła działać.
Wspomnienia naszej wyprawy, zdawały się być teraz tylko snem. Zastąpiło je wspomnienie upadku do przepaści i długiego, długiego spadania.
Moc iluzji dosłownie powaliła mnie na kolana. Zamknęłam oczy na dosłownie sekundę. Gdy je otworzyłam, byłam w zupełnie innym miejscu. Czarny żwir kaleczył mi nogi, na ciemnym niebie, płynęły chmury w kolorze krwi. Znowu czułam energię Chaosu, próbująca rozerwać mnie na kawałeczki.
- Tartar. - Uświadomiłam sobie. - Nie mogę stać w miejscu, bo znajdą mnie potwory. - Ruszyłam przed siebie.
Czasami, mijałam bąble z nie do końca uformowanymi potworami, które przebijałam moim mieczem z Cesarskiego Złota. Nagle, usłyszałam jakiś szelest. Skoczyłam za najbliższy głaz.
- Znowu w tym miejscu... - Syknęła Drakina. Od pasa w górę, wyglądała jak zwykła kobieta w zbroi (nie licząc łusek). Jednak, zamiast nóg miała dwa wężowe ogony. Gdyby miała normalne nogi i nie byłaby pokryta łuskami, z tymi czarnymi włosami i złotymi oczami, mogłaby uchodzić za piękność. Otrząsnęłam się. To przecież potwór!
- Wiem, gdzie możemy się posilić. - Odpowiedziała jej identycznie wyglądająca towarzyszka. - Złapali kolejnego śmiertelnika. - Zacisnęłam palce na rękojeści miecza. Muszę pomóc temu człowiekowi! Najciszej jak mogłam, zaczęłam się skradać za wężowymi kobietami.
Na początku, wszystko szło jak po maśle. Coś sprawiało ,ze potwory nie czuły mojego zapachu. Próbowałam dodatkowo się ochronić, manipulując mgłą, ale wyjątkowo nie udało mi się to. Wtedy, nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje, ale teraz zrozumiałam ,że po prostu sam mój pobyt w Tartarze był iluzją.
Jak mówiłam, na początku wszystko było dobrze. BYŁO dopóki nie dotarliśmy do tych głupich klifów. Chyba nie muszę ich opisywać. [Muszę? No dobra.] Czarne, super strome skały. Skończyłam! Drakiny szybko i bezszelestnie, ześlizgnęły się z nich, a ja musiałam schodzić cicho, powoli i bez zabezpieczeń.
- Zabijmy jakiegoś tehlina. - Syknęła pierwsza. - Jestem gło... - Nie dokończyła. Usłyszała kamyk, który osunął mi się spod stóp. Chcąc szybko uciec, puściłam skalną półkę i skoczyłam w dół. Oczywiście, popełniłam ten sam, idiotyczny błąd, co przy spotkaniu z cyklopem. Próbowałam wylądować na nogach!
- Odsyczuję to wszystko! - Stwierdziła pierwsza z wężowych kobiet. Jedzenie jest na wyciągnięcie ręki!
- Zobaczyłam was w świecie śmiertelników. - Próbowałam się uśmiechnąć. - Chciałam wam tylko powiedzieć, że jesteście bardzo ładne...
- Jesteś córką Hekate, nie Hermesa czy Ateny! - Warknęła na mnie druga. - Nie wymkniesz się za pomocą kłamstw!
- Jestem głodna, Shylio! - Syknęła jej towarzyszka. - Zdecydujmy, co z nią zrobić!
- Shelit ma rację. - Powiedziała Shylia. (tak to się odmienia?) - Mamy cię zjeść teraz, czy chcesz umrzeć z Ojcem? - Na te słowa, wpadłam w złość. Próbowałam wstać, ale skończyło się to tylko większym bólem kostki.
- Tata już nie żyje! - Krzyknęłam. - Został zamordowany!
- Shhh! Shhh! Shhhhh! - Obawiam się, że dźwięk, który wydała Shelit, miał być śmiechem. - Gdy Gaja się budziła, sprowadzenie dusz z podziemia było łatwizną.Teraz, gdy Chaos powstaje, jest to proste jak zabranie dziecku zabawki! Nie potrzeba nawet wrót śmieci! Przynajmniej, twój syn Hadesa czy ten Jackson, nie będą musieli ich szukać!
- ZAMKNIJ SIĘ! - Poczułam się, jakbym dostała zastrzyk adrenaliny. Pierwszej odcięłam głowę, druga rzuciła się na mnie z włócznią, ale jej ją wytrąciłam z ręki i także zamieniłam w złoty pył. Zapominając o rwącym bólu w kostce, biegłam przez krajobraz Tartaru siekając wszystkie potwory po drodze. W końcu, zobaczyłam swój cel: Za jakąś rzeką, wszystkie potwory schodziły się do jednego miejsca. Były to dwie Empuzy, trzymające nieprzytomnego mężczyznę w średnim wieku z rudymi włosami - tatę.
Masakrując wszystko co spotkałam, popędziłam w stronę wody i skoczyłam w ciemną toń.
To mogła być Lete, która wymazałaby wszystkie moje wspomnienia, lub Acheron - Płynny ból. Na szczęście (albo i nie) był to Kokytos - Rzeka lamentów.
Pierwszy raz w życiu, doznałam szoku termicznego. Momentalnie, opuściła mnie cała energia. Kostka rwała niemiłosiernie. Próbowałam użyć zdrowej nogi, by wzbić się ponad powierzchnię.
- Nie ma o co walczyć... - Lamentował głos w mojej głowie. - Jak wiele żyć, kosztowało uśpienie Gai... Chaos pochłonie wszystkich! Poddaj się i dołącz do nas!
- Muszę... Uratować tatę... - Zaczynałam tracić powietrze.
- Twój tatuś umarł po raz drugi... Jest tylko kupą kości, jego duszę pochłonął Chaos! Nie ma o co walczyć... - Jeśli myślisz, że bohatersko się trzymałam, to jesteś w błędzie. Nie miałam tyle odwagi co Annabeth czy Percy, ani nikogo kto by mi pomógł. Byłam gotowa wciągnąć wodę do płuc, gdy poczułam ,że ktoś wyciąga mnie na powierzchnię.
- Fatum niech będą dzięki! - Powiedział Nico. Jak się przedostał przez kamienną ścianę? Do dziś, jest to dla nas tajemnicą. Mógł podświadomie użyć drogi cieni, lub taki był plan strażniczek.
- A niech cię Afrodyto... - Mruknęłam, gdy poczułam motylki w brzuchu. Nie da się jednak ukryć, że zadurzenie w nim, częściowo uratowało mi życie. - Dzięki za pomoc. Teraz, idę uratować ojca!
- Ogarnij się! - Krzyknął syn Hadesa, co kompletnie zbiło mnie z tropu. - Jesteś córką Hekate! Nie widzisz ,że to iluzja!?
- Jaki masz na to dowód, skoro nawet ja tego nie widzę? - Pierwszy raz, byłam zła na syna Hadesa.
- Nie mam... - Odpowiedział po chwili. - Ale rozumiem, jak się czujesz. Mogę ci tylko przysiąc na Styks ,że widzę tam moją zmarłą siostrę Biankę. W dniu kiedy dowiedziałem się o jej śmierci, odkryłem ,że jestem synem Hadesa. Wiem ,że to nie ona, bo odrodziła się w nowym ciele. Zanim to się stało, współpracowałem z duchem Minosa, aby ją ożywić, mimo iż wiedziałem ,że to zimny drań. - Na to wyznanie, coś we mnie zaskoczyło. Niedziałający od rozpoczęcia próby zmysł czarodziejki, zaczął działać. Byliśmy w tej sali, co wcześniej, potwory zamieniły się w mgłę. Empuzami, które trzymały mojego "tatę" (który okazał się kukłą) były Noctis i Die. Jedyną iluzją która została, był niby-Kokytos, ale on także zniknął, gdy wyjęłam z niego nogę.
- Udało ci się. - Stwierdziła Noctis, patrząc na mnie chłodno.
- Tak, zdałam! - Byłam wściekła, ale już nie na syna Hadesa. - Ale nie powinnyście testować mnie w tak brutalny sposób!
- Jestem boginią. - Odparły strażniczki, znowu używając jednego głosu. - Mogę wszystko. Ostrzegałam was, że możecie zginąć.
- Nie o to mi chodzi! Manipulowałyście naszą psychiką, zmusiłyście mnie i Nicka do ujawnienia swoich sekretów!
- Czy nie tego chcesz? - Spytała Die. Jej złote oczy zdawały się prześwietlać mnie, znać wszystkie moje myśli, znać na pamięć rytm bicia mojego serca w ciągu całego życia. - Wkrótce, poznasz więcej sekretów, które skrywa ten chłopak. - Boginie rozpłynęły się w powietrzu, a w miejscu gdzie przed chwilą były, stały drzwi. Wszyscy się na mnie gapili, próbując zrozumieć słowa bogiń. Miałam tylko nadzieję, że nie uznali mnie za szpiega.
- Gdy będę walczył... - Powiedział Nico do Cartera i Sadie. - Dajcie Alice Ambrozję i opatrzcie jej kostkę. - Dokończył, po czym pomógł mi wstać. - Już prawie koniec.
_______________________________________
*Praesidio i Świat Granic - Zostały wymyślone na potrzebę opowiadania.
Nie wiem, czy komuś podobają się te opowiadania, ale jeśli tak, to przepraszam za polsata 😊
Kara
Wspomnienia naszej wyprawy, zdawały się być teraz tylko snem. Zastąpiło je wspomnienie upadku do przepaści i długiego, długiego spadania.
Moc iluzji dosłownie powaliła mnie na kolana. Zamknęłam oczy na dosłownie sekundę. Gdy je otworzyłam, byłam w zupełnie innym miejscu. Czarny żwir kaleczył mi nogi, na ciemnym niebie, płynęły chmury w kolorze krwi. Znowu czułam energię Chaosu, próbująca rozerwać mnie na kawałeczki.
- Tartar. - Uświadomiłam sobie. - Nie mogę stać w miejscu, bo znajdą mnie potwory. - Ruszyłam przed siebie.
Czasami, mijałam bąble z nie do końca uformowanymi potworami, które przebijałam moim mieczem z Cesarskiego Złota. Nagle, usłyszałam jakiś szelest. Skoczyłam za najbliższy głaz.
- Znowu w tym miejscu... - Syknęła Drakina. Od pasa w górę, wyglądała jak zwykła kobieta w zbroi (nie licząc łusek). Jednak, zamiast nóg miała dwa wężowe ogony. Gdyby miała normalne nogi i nie byłaby pokryta łuskami, z tymi czarnymi włosami i złotymi oczami, mogłaby uchodzić za piękność. Otrząsnęłam się. To przecież potwór!
- Wiem, gdzie możemy się posilić. - Odpowiedziała jej identycznie wyglądająca towarzyszka. - Złapali kolejnego śmiertelnika. - Zacisnęłam palce na rękojeści miecza. Muszę pomóc temu człowiekowi! Najciszej jak mogłam, zaczęłam się skradać za wężowymi kobietami.
Na początku, wszystko szło jak po maśle. Coś sprawiało ,ze potwory nie czuły mojego zapachu. Próbowałam dodatkowo się ochronić, manipulując mgłą, ale wyjątkowo nie udało mi się to. Wtedy, nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje, ale teraz zrozumiałam ,że po prostu sam mój pobyt w Tartarze był iluzją.
Jak mówiłam, na początku wszystko było dobrze. BYŁO dopóki nie dotarliśmy do tych głupich klifów. Chyba nie muszę ich opisywać. [Muszę? No dobra.] Czarne, super strome skały. Skończyłam! Drakiny szybko i bezszelestnie, ześlizgnęły się z nich, a ja musiałam schodzić cicho, powoli i bez zabezpieczeń.
- Zabijmy jakiegoś tehlina. - Syknęła pierwsza. - Jestem gło... - Nie dokończyła. Usłyszała kamyk, który osunął mi się spod stóp. Chcąc szybko uciec, puściłam skalną półkę i skoczyłam w dół. Oczywiście, popełniłam ten sam, idiotyczny błąd, co przy spotkaniu z cyklopem. Próbowałam wylądować na nogach!
- Odsyczuję to wszystko! - Stwierdziła pierwsza z wężowych kobiet. Jedzenie jest na wyciągnięcie ręki!
- Zobaczyłam was w świecie śmiertelników. - Próbowałam się uśmiechnąć. - Chciałam wam tylko powiedzieć, że jesteście bardzo ładne...
- Jesteś córką Hekate, nie Hermesa czy Ateny! - Warknęła na mnie druga. - Nie wymkniesz się za pomocą kłamstw!
- Jestem głodna, Shylio! - Syknęła jej towarzyszka. - Zdecydujmy, co z nią zrobić!
- Shelit ma rację. - Powiedziała Shylia. (tak to się odmienia?) - Mamy cię zjeść teraz, czy chcesz umrzeć z Ojcem? - Na te słowa, wpadłam w złość. Próbowałam wstać, ale skończyło się to tylko większym bólem kostki.
- Tata już nie żyje! - Krzyknęłam. - Został zamordowany!
- Shhh! Shhh! Shhhhh! - Obawiam się, że dźwięk, który wydała Shelit, miał być śmiechem. - Gdy Gaja się budziła, sprowadzenie dusz z podziemia było łatwizną.Teraz, gdy Chaos powstaje, jest to proste jak zabranie dziecku zabawki! Nie potrzeba nawet wrót śmieci! Przynajmniej, twój syn Hadesa czy ten Jackson, nie będą musieli ich szukać!
- ZAMKNIJ SIĘ! - Poczułam się, jakbym dostała zastrzyk adrenaliny. Pierwszej odcięłam głowę, druga rzuciła się na mnie z włócznią, ale jej ją wytrąciłam z ręki i także zamieniłam w złoty pył. Zapominając o rwącym bólu w kostce, biegłam przez krajobraz Tartaru siekając wszystkie potwory po drodze. W końcu, zobaczyłam swój cel: Za jakąś rzeką, wszystkie potwory schodziły się do jednego miejsca. Były to dwie Empuzy, trzymające nieprzytomnego mężczyznę w średnim wieku z rudymi włosami - tatę.
Masakrując wszystko co spotkałam, popędziłam w stronę wody i skoczyłam w ciemną toń.
To mogła być Lete, która wymazałaby wszystkie moje wspomnienia, lub Acheron - Płynny ból. Na szczęście (albo i nie) był to Kokytos - Rzeka lamentów.
Pierwszy raz w życiu, doznałam szoku termicznego. Momentalnie, opuściła mnie cała energia. Kostka rwała niemiłosiernie. Próbowałam użyć zdrowej nogi, by wzbić się ponad powierzchnię.
- Nie ma o co walczyć... - Lamentował głos w mojej głowie. - Jak wiele żyć, kosztowało uśpienie Gai... Chaos pochłonie wszystkich! Poddaj się i dołącz do nas!
- Muszę... Uratować tatę... - Zaczynałam tracić powietrze.
- Twój tatuś umarł po raz drugi... Jest tylko kupą kości, jego duszę pochłonął Chaos! Nie ma o co walczyć... - Jeśli myślisz, że bohatersko się trzymałam, to jesteś w błędzie. Nie miałam tyle odwagi co Annabeth czy Percy, ani nikogo kto by mi pomógł. Byłam gotowa wciągnąć wodę do płuc, gdy poczułam ,że ktoś wyciąga mnie na powierzchnię.
- Fatum niech będą dzięki! - Powiedział Nico. Jak się przedostał przez kamienną ścianę? Do dziś, jest to dla nas tajemnicą. Mógł podświadomie użyć drogi cieni, lub taki był plan strażniczek.
- A niech cię Afrodyto... - Mruknęłam, gdy poczułam motylki w brzuchu. Nie da się jednak ukryć, że zadurzenie w nim, częściowo uratowało mi życie. - Dzięki za pomoc. Teraz, idę uratować ojca!
- Ogarnij się! - Krzyknął syn Hadesa, co kompletnie zbiło mnie z tropu. - Jesteś córką Hekate! Nie widzisz ,że to iluzja!?
- Jaki masz na to dowód, skoro nawet ja tego nie widzę? - Pierwszy raz, byłam zła na syna Hadesa.
- Nie mam... - Odpowiedział po chwili. - Ale rozumiem, jak się czujesz. Mogę ci tylko przysiąc na Styks ,że widzę tam moją zmarłą siostrę Biankę. W dniu kiedy dowiedziałem się o jej śmierci, odkryłem ,że jestem synem Hadesa. Wiem ,że to nie ona, bo odrodziła się w nowym ciele. Zanim to się stało, współpracowałem z duchem Minosa, aby ją ożywić, mimo iż wiedziałem ,że to zimny drań. - Na to wyznanie, coś we mnie zaskoczyło. Niedziałający od rozpoczęcia próby zmysł czarodziejki, zaczął działać. Byliśmy w tej sali, co wcześniej, potwory zamieniły się w mgłę. Empuzami, które trzymały mojego "tatę" (który okazał się kukłą) były Noctis i Die. Jedyną iluzją która została, był niby-Kokytos, ale on także zniknął, gdy wyjęłam z niego nogę.
- Udało ci się. - Stwierdziła Noctis, patrząc na mnie chłodno.
- Tak, zdałam! - Byłam wściekła, ale już nie na syna Hadesa. - Ale nie powinnyście testować mnie w tak brutalny sposób!
- Jestem boginią. - Odparły strażniczki, znowu używając jednego głosu. - Mogę wszystko. Ostrzegałam was, że możecie zginąć.
- Nie o to mi chodzi! Manipulowałyście naszą psychiką, zmusiłyście mnie i Nicka do ujawnienia swoich sekretów!
- Czy nie tego chcesz? - Spytała Die. Jej złote oczy zdawały się prześwietlać mnie, znać wszystkie moje myśli, znać na pamięć rytm bicia mojego serca w ciągu całego życia. - Wkrótce, poznasz więcej sekretów, które skrywa ten chłopak. - Boginie rozpłynęły się w powietrzu, a w miejscu gdzie przed chwilą były, stały drzwi. Wszyscy się na mnie gapili, próbując zrozumieć słowa bogiń. Miałam tylko nadzieję, że nie uznali mnie za szpiega.
- Gdy będę walczył... - Powiedział Nico do Cartera i Sadie. - Dajcie Alice Ambrozję i opatrzcie jej kostkę. - Dokończył, po czym pomógł mi wstać. - Już prawie koniec.
_______________________________________
*Praesidio i Świat Granic - Zostały wymyślone na potrzebę opowiadania.
Nie wiem, czy komuś podobają się te opowiadania, ale jeśli tak, to przepraszam za polsata 😊
Kara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz