Rozdział V
Sadie
No hej, to ja!
Chciałam, żebyśmy opowiedzieli o naszych próbach w odpowiedniej kolejności, ale nie... Autorka bloga się uparła ,że Alice zrobi to pierwsza, bo to blog o niej. (Żeby było jasne - jak większość półbogów Alice ma dysleksję, więc my tylko opowiadamy, a pisze założycielka bloga). Tak w sumie, to ten Riordan spisał nasze nagranie jako książkę. Jak dla mnie, to jedyny pisarz, który ma prawo pisać książki. W przeciwieństwie do Pana Wikipedii, (Cartera, gdyby ktoś nie wiedział) nie cierpię czytać!
Opiszę krótko moje uczucia sprzed wyprawy. Gdy zobaczyłam Nico, przez chwilę odebrało mi mowę. Myślałam,że to Anubis, który "opuścił" Walta i ubrał się w inne niż zwykle ciuchy. Tak, mam dwóch chłopaków w jednym. Wkurzająco przystojnego, boga pogrzebów i papieru toaletowego, oraz superowego, umierającego chłopaka. Skoro mówimy o dzieleniu ciała z bogiem, mój tato znany jest i jako zmarły egiptolog Julius Kane i Ozyrys, niebiesko skóry władca Egipskiego Podziemia, rzucający serca grzeszników do paszczy Ammit - Miniaturowego hipopotamo-krokodyla, z lwią grzywą. Przyjaźnię się z bogiem karłów, którego bronią są kąpielówki, a za dziewczynę ma wiecznie ciężarną Hipopotamicę. Mój kot okazał się starożytną kocią boginią, walczącą z wężem Chaosu, a mi się zdarzało przyjmować do głowy Izydę, lub zmieniać się w Kanię (Ptaka, nie grzyba).
Witajcie, w świecie Sadie Kane!
No ale, nie będę przedłużać. Byłam wściekła na te całe/całą Praesidio. - Przecież jestem super silna i naprawdę inteligentna! [Tak, Carter. Nie przesłyszałeś się!]. Zanim powiem o mojej próbie, wspomnę jeszcze o jednej rzeczy. Dla nas - mnie i Pana Wikipedii, te całe ugryzienia węża były inne, niż dla Greków. Zamiast czarnego dymu, wydobywała się z niego czerwonawa mgła, przypominająca burzę piaskową, a temperatura wzrastała o jakieś dwadzieścia stopni. No ale, znowu zbaczam z tematu.
Gdy Alice się obudziła i zaczęła się moja "próba siły" wyglądało to mniej-więcej tak: Mój brat i półbogowie, unosili się w powietrzu, widać było kontury ścian niewidzialnego pokoju (Wyobraziłaź sobie mima, zamykającego Cartera w niewidzialnym, lewitującym pudełku!). Wpadłam jednak w gorszy nastrój, kiedy zobaczyłam miejsce mojej próby.
Byłam przy starym wejściu do pierwszego nomu, w miejscu walki z Apopisem! Niemożliwe, nie mogliśmy się tak po prostu, znaleźć w Egipcie! Zajrzałam do duat będąc przekonana ,że zobaczę tam wężowe sploty ogromnego Apopisa. Zobaczyłam jednak jaskinię w której byliśmy wcześniej. Ja, jak i moi towarzysze, staliśmy bez ruchu patrząc w drzwi. Alice miała tam postać poważnej kobiety w czarnej sukni, z białymi włosami opadającymi na plecy, Di Angelo, był mężczyzną w czarnej, greckiej szacie, a Carter był wojownikiem z głową kurczaka. [Możesz sobie wmawiać, że byleś sokołem, dla mnie, zawsze będziesz kurczakiem!]
- Wasze próby będą tylko iluzją, - Przypomniałam sobie głos strażniczek - ale jeśli wam się nie uda, zginiecie.
- Super! - Mruknęłam wyciągając moją różdżkę i laskę. - Uwielbiam zabójcze iluzje! - [Nico twierdzi, że gadałam wtedy jak Leo. Ej! To źle,że o nim powiedziałam!? No dobra... mówię dalej]
Nagle, znikąd zaczęły się pojawiać demony. W duat, były jedynie obłokami mgły, ale musiałam pamiętać, że nadal mogą mnie zabić. Kocham te wredne boginie. Nico i Alice flirtowali, Carter mógł sobie recytować cytaty z "Historii Egiptu" (Z drugiej strony, to nie wiem co gorsze!)
- He-dżi! - Wypowiedziałam moje ulubione zaklęcie, a kolumna z piaskowca zawaliła się na grupę demonów z owadzimi głowami. To nie jest prawdziwy pierwszy nom. Mogę wszystko demolować, a wujek mnie nie zabije.
Gdy zaatakował mnie otwierasz do butelek, potraktowałam go zaklęciem kłopotów trawiennych.
Z początku, szło łatwiutko. Zaciągałam wrogów pod różne budowle, po czym je niszczyłam, dogrzebując przy tym masę potworów. Inne, zabijałam magiczną pięścią, zmniejszałam i zadeptywałam, lub zamieniałam w wycieraczki.
- O rety, wyglądasz tak młodo! - Krzyknęłam do demona z głową babci. - Jakiego kremu używasz?
- Piękna Padlina. - Dostałam odpowiedź. - Wynalezione przez Nechbet*
- Sępia bogini się postarała. - Skłamałam, ukrywając obrzydzenie. - Dasz może próbkę?
- Oczywiście! - Demonica zaczęła grzebać w torebce, która podejrzanie wyglądała na stworzoną z
ludzkiej skóry. Korzystając z tego ,że zajmuje się czymś innym, dźgnęłam ją moją laską w brzuch.
- Przepraszam, rezygnuję. - Uśmiechnęłam się, a w ręku demonicy pojawił się nóż.
- Śmiertelnicy! - Krzyknęła. -Nie umieją dbać o urodę. Wolą zabijać! - Zamachnęła się na mnie, ale uskoczyłam na tyle, żeby drasnęła mnie tylko w ramię. Za karę, dostała złotą pięścią w twarz.
Niestety, nawet trzeci co do potęgi mag Egiptu, ma swoje ograniczenia. Zaczęłam się pocić na potęgę, byłam cała rozpalona. Liczba demonów znacznie się zmniejszyła, ale nie miałam siły rzucić nawet jednego zaklęcia.
- Alice! - Usłyszałam krzyk Cartera - Twoja matka włada iluzjami! Pomóż Sadie!
- Nie martw się braciszku! - Krzyknęłam w stronę niewidzialnego pudełka - Mam plan! - Uskoczyłam przed demonem, który podejrzanie przypominał straszliwie oblicze i pobiegłam trochę dalej. - Dobra, Izydo. - Szepnęłam, rysując w pośpiechu ochronny krąg. - Wiem, że ostatnio nie jesteś zbyt rozmowna, ale przydałaby się pomoc.
- Nadal jestem w głębi duat, po tym jak wyklęliście Apopisa. - Głos bogini zdawał się dochodzić zza wodospadu. - Później, bardziej ci się przyda moja pomoc.
- Czyli nici z planu. - Pomyślałam. Użyłam resztki sił, żeby zamienić się w Kanię (ptaka, oczywiście) i stanęłam na dachu jakiejś budowli. Wróciłam do postaci człowieka. - Eeej! Wy tam! - Krzyczałam, ile miałam sił w płucach. - Co robicie, gdy Apopis został odesłany!? Szukacie pracy w spożywczaku?! - Tym głupim pytaniem, zwróciłam uwagę wszystkich nieprzyjaciół. Jeden demon z głową muchy, uniósł rękę.
- Ja pracuję w biedronce! - Pokazałam mu kciuk w górę. Aż szkoda będzie zabić tą zabójczą iluzję.
- He-dżi! - Wycelowałam zaklęciem między swoje stopy. Gdy na dachu budynku pojawiły się złote hieroglify, zeskoczyłam z niego na łeb, na szyję. Tony gruzu zleciały na kreatury, a wszystko zmieniło się w mgłę.
- Za dużo zaklęć. - To była moja ostatnia myśl. - Zaraz spłonę.
______________________________________________________________________________
*Nie pamiętam, jak nazywała się bogini sęp. Mam nadzieje ,że się nie pomyliłam.
Rozdział piekielnie krótki, ale postaram się, żeby następny był dłuższy.
Jeśli ci się podoba, komentuj!
Kara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz