Tym razem notka na początku!
Czasami ale rzadko, będą zdarzały się krótkie fragmenty z perspektywy Nicka.
Trudno wcielić mi się w role syna Hadesa będąc dziewczyną.
Ale ten rozdział chyba wyszedł dłuższy niż poprzednie.
Miłego czytania!
Rozdział III
Nico
Na początku śnił mi się dzień, w którym dowiedziałem się o śmierci siostry.
Był to zwykły dzień w obozie. Byłem wtedy jeszcze małym chłopczykiem, uwielbiającym grę "Magia i Mit" rozmawiałem z Percy'm Jacksonem chcąc się dowiedzieć, gdzie jest Bianca, która wyruszyła z nim na wyprawę. Nie było głosu, ale wiedziałem co się teraz dzieje. Percy oświadczył mi ,że jego siostra umarła i dał mi figurkę Hadesa, mówiąc ,że chciała aby mi to dał. Zdenerwowałem się. Przecież obiecał ,że będzie ją chronił! W ziemi otworzyła się ogromna szczelina, a z niej wyszły szkielety, które zaczęły go atakować. Nie wiedziałem kto je przywołał i z skąd są. Kazałem im przestać. O dziwo posłuchały mnie i zapadły się pod ziemię, zostawiając po sobie tylko szczelinę w ziemi.
Percy patrzył na mnie tymi swoimi morskimi oczami, na które nie mogłem patrzeć. Mały Nico pobiegł w las, a sen się zmienił.
******
Tym razem byłem w pałacu mego Ojca. Siedział na czarnym tronie, ubrany w czarny, grecki chiton. Obok niego stał drugi, pusty tron. Persefona była teraz u Demeter.
- Musimy porozmawiać synu. - Jego głos rozniósł echem po sali.
- Czemu mnie tu sprowadziłeś? - Spytałem ostrożnie. Gdy Bóg zsyła na ciebie sen, ma poważny powód.
- Uśpiliście Gaję, ale korzenie bogów sięgają głębiej niż do Ziemi. - Powiedział Hades. - Niedługo przyjdzie wam zmierzyć się z nowym wrogiem. - Tylko tego brakowało. Jakbyśmy mieli w tym roku za mało problemów.
- Co to będzie za wróg?
- Będą to potwory których nie znajdziecie w mitologi Greckiej ani Rzymskiej. Twój przyjaciel Jackson, wie o co chodzi.
- Czy to...? - Miałem nadzieję ,ze dostanę przeczącą odpowiedź.
- Niestety tak. To on. Ale nie mów na razie nikomu, oprócz osoby która będzie ci towarzyszyć. Wywołasz panikę w obozie.
- Towarzyszyć w czym..?
- Ponieważ pyton wskrzeszony przez Gaję, nadal blokuje wyrocznie Delficką, nie dostaniecie przepowiedni potrzebnej aby go powstrzymać. Musisz wraz z córką Hekate, odnaleźć go i zabić.
- A...Ale gdzie on jest? Mamy znowu udać się do Grecji? Czy przeniósł się do Ameryki tak jak Bogowie?
- Nadejdzie moment, kiedy będziecie musieli wrócić do starożytnych krain. - Powiedział spokojnie Bóg. - Ale na razie musicie działać tu, w Ameryce. Udajcie się do Rzymian gdzie są teraz harpia Ella i ta wyrocznia, którą mianował Apollo. Masz dwa miesiące.Jeden możesz spokojnie wykorzystać na przygotowania. Przydadzą się twojej towarzyszce. Unikaj podróży cieniem, jest ona teraz bardziej niebezpieczna, niż walka z niektórymi potworami, a z każdą chwilą jest gorzej. Nie jestem dobrym rodzicem, ale wolałbym nie stracić syna. - "Dlaczego to jest takie niebezpieczne?" chciałem spytać, ale sen już się rozpłynął.
******
Obudziłem się w Infirmerii. Obok mnie siedzieli: Jason, Piper i ta dziewczyna, którą uratowałem dziś przed cyklopami. Jak ona miała na imię? No tak, jeszcze jej o to nie spytałem.
- Ile spałem? - Spytałem i usiadłem. Kiedyś, po podróży cieniem zdarzyło mi się spać przez jakiś tydzień. Po wiadomości od Hadesa nie chciałem spać za długo.
- Kilka godzin. - Powiedziała rudowłosa. Zauważyłem ,że miała zabandażowaną kostkę. - Jesteś synem Hadesa? - Zatkało mnie. Była sympatyczną dziewczyną, ale skoro jakimś cudem się o tym dowiedziała, odwróci się ode mnie jak wszyscy półbogowie. Ona się jednak uśmiechnęła.
- Dotarłam do tego podczas podróży cieniem. - Powiedziała. - Nie rozumiem dlaczego niektórzy traktują jakiegoś Herosa tak, jak widzą jego boskiego rodzica. - Ulżyło mi. Po wojnie z Gają, zacząłem się bardziej interesować tym, co myślą o mnie inni. Wstałem i opowiedziałem innym swój sen (pomijając to z Biancą). Słuchali w ciszy.
- Niedługo będzie ognisko... - Powiedziała powoli Piper. - Wtedy powinieneś powiedzieć reszcie obozu o misji. - Spojrzała na mnie. Jak wszyscy którzy mnie choć trochę znali, wiedziała ,że nie lubię przemawiać przed publicznością.
- Jakoś dam radę... A ty co myślisz Jason? - Jason oczywiście patrzył się na Piper. Dziewczyna musiała podświadomie użyć czarmomowy - daru Afrodyty. Nie wiem dlaczego, ale na mnie nigdy nie działała. W sumie to dobrze.
- C...Co? - Spytał nieprzytomnie. - Aaa.. Zgadzam się z Piper. A w sumie co to za wróg?
- Ojciec powiedział ,żebym nie mówił nikomu, oprócz córki Hekate z którą wyruszę, bo wywoła to panikę w obozie. - W tym momencie usłyszeliśmy dźwięk konchy. - Lepiej już chodźmy.
Wszyscy już byli na miejscu. Rudowłosa usiadła z mieszkańcami domku Hermesa, Piper u Afrodyty a ja i Jason z boku, ponieważ ja byłem jedynym synem Hadesa, a on jedynym synem Jupitera. Gdy na "scenę" wkroczył Chejron w swojej pełnej postaci centaura, w centrum zgromadzenia zapłonęło magiczne, odbierające uczucie obozowiczów ognisko. Widać wszyscy byli w dobrym humorze, bo miało ono złoty kolor. Wszyscy gadali wesoło.
- Proszę o ciszę! - Powiedział centaur i stuknął kopytem o ziemię. Natychmiast wszyscy zamilkli.
- Dzisiaj dołączyła do nas nowa półbogini: Alice Jeffy.Mamy nadzieję ,ze niedługo zostanie uznana. - Dziewczyna "od cyklopa" wstała. Czyli miała na imię Alice. Warto wiedzieć. Słychać było odgłosy powitania, jednak szybko ucichły. Gdy obozowicze zaczęli śpiewać piosenkę o tym, w co się ubrała babcia gdy jechała na wojnę, Jason trącił mnie w ramię.
- Powiesz w końcu o tej misji? - Spytał chłopak.
- Noo tak.. -Westchnąłem - Co się dowlecze, to nie uciecze. - Wstałem. - Chejronie, chciałbym coś powiedzieć. - Opowiedziałem im o moim śnie. Starałem się nie zwracać uwagi na innych, opowiadać to tak jak wtedy, gdy opowiadałem o tym Jasonowi, Piper i Alice.
- A więc... Jedna z córek Hekate musi się ze mną udać na wyprawę... - Dokończyłem, po czym spojrzałem w stronę gdzie siedziały dzieci owej bogini. Zapadła cisza, a ognisko przygasło i zmieniło kolor na bladoniebieski. No tak... Można było się tego spodziewać. Właśnie miałem usiąść gdy całe zgromadzenie zakryła mgła. Nie, to nie była mgła tylko Mgła - Magiczny woal, ukrywający świat bogów i potworów przed śmiertelnikami, "symbol" Hekate.
Jedyną osobą jaką widziałem w tej mgle, była Alice. Wyglądało to tak, jakby ta mgła z niej się wydobywała. Dziewczyna rozglądała się zdziwiona.
- Jest tu osoba, która chce uczestniczyć w tej misji. - Rozległ się kobiecy głos. - I jest to moja córka.
- Noo tak.. -Westchnąłem - Co się dowlecze, to nie uciecze. - Wstałem. - Chejronie, chciałbym coś powiedzieć. - Opowiedziałem im o moim śnie. Starałem się nie zwracać uwagi na innych, opowiadać to tak jak wtedy, gdy opowiadałem o tym Jasonowi, Piper i Alice.
- A więc... Jedna z córek Hekate musi się ze mną udać na wyprawę... - Dokończyłem, po czym spojrzałem w stronę gdzie siedziały dzieci owej bogini. Zapadła cisza, a ognisko przygasło i zmieniło kolor na bladoniebieski. No tak... Można było się tego spodziewać. Właśnie miałem usiąść gdy całe zgromadzenie zakryła mgła. Nie, to nie była mgła tylko Mgła - Magiczny woal, ukrywający świat bogów i potworów przed śmiertelnikami, "symbol" Hekate.
Jedyną osobą jaką widziałem w tej mgle, była Alice. Wyglądało to tak, jakby ta mgła z niej się wydobywała. Dziewczyna rozglądała się zdziwiona.
- Jest tu osoba, która chce uczestniczyć w tej misji. - Rozległ się kobiecy głos. - I jest to moja córka.
******
Rozdział III część 2
Alice
Po ognisku, Nico zapytał mnie czy na pewno chcę uczestniczyć w misji.
- No... Nie mam nic przeciwko ale... - Postanowiłam powiedzieć mu o tym, o czym myślę. - Przebywam tu od niecałych dwunastu godzin, nie mam pojęcia o walce z potworami, chyba umiem władać tą całą Mgłą, ale poza tym nie mam żadnych przydatnych umiejętności. Nie wiem czy się na coś przydam. - Wyrzuciłam z siebie.
- Mamy miesiąc na przygotowanie. - Uspokoił mnie chłopak. - Rano, po śniadaniu znajdziemy ci dobrą broń i zaczniemy trenować okej? - No nieźle. Syn Hadesa, którego znam niecały dzień, mówi mi ,ze mogę z uśmiechem na ustach pójść na wyprawę pełną potworów. W sumie dla niego, to codzienność.
- Masz rację, dzięki, - Stwierdziłam. - Idę już do spać. - Pożegnałam się, po czym pobiegłam do domku Hekate.
Dotąd nie rozumiem, jakim cudem jestem jej córką. Kompletnie nie pasowałam do tego miejsca, jakim był jej domek.
Był on utrzymany w barwach bieli i granatu. Jedynym źródłem światła, były okna zasłonięte czarnymi firankami i magiczne, bezdymne pochodnie. Widocznie, nie odziedziczyłam po matce ani wyglądu, ani cech charakteru, tylko boską krew i władzę nad mgłą. Nasza grupowa - Lou Ellen, dała mi jakieś ciuchy, rzeczy do higieny i przydzieliła jedno z łóżek w pokoju dla dziewczyn. Jak wszystkie, było z ciemnego drewna i miało granatową pościel. Pod nim leżał kufer na ubrania. Nad łóżkiem wisiała tablica korkowa, zapewne na zdjęcia.
Rozpakowałam się, wzięłam prysznic, umyłam zęby i poszłam spać. Na początku nie mogłam zasnąć. Myślałam o dzisiejszym dniu, o Nicku, o Hekate,o czekającej mnie misji. Nie mogłam zrozumieć, jakim cudem JA zaliczałam się do tego świata. Uwielbiałam mity, chciałam należeć do ich świata ale... To nie jest takie wspaniałe, gdy dowiadujesz się, że twoim życiem sterują trzy, stare jak świat staruszki, twoją matką jest ponura bogini Mgły, a ciebie w każdej chwili może zabić jakiś potwór. Zasnęłam gdzieś około północy. Jak co noc, śnił mi się pogrzeb taty.
******
Obudziłam się pół godziny przed śniadaniem. Przestraszyłam się, bo ogarnięcie się, zwykle zajmowało mi godzinę. Widocznie zmotywowało mnie to tak ,że umyłam zęby i twarz, wciągnęłam na siebie jeansy i obozową koszulkę, przejechałam włosy parę razy szczotką i już! Byłam gotowa w piętnaście minut. Wyszłam na zewnątrz i usiadłam na ławce, niedaleko lasu pełnego potworów. Nagle poczułam na karku mroźny powiew. Odwróciłam się szybko, myśląc ,że coś wyszło z krzaków.
- Przestraszyłem cię? - Spytał Nico di Angelo. Brzmiało to jednak bardziej, jak stwierdzenie faktu. - Przepraszam. - Dodał. - I... Cześć.
- Cz..Cześć. - odpowiedziałam. - Nagle przyszło mi coś do głowy. - Ej, mamy jeszcze piętnaście minut. Może pójdziemy teraz znaleźć dla mnie tą broń?
- Dobry pomysł. - Stwierdził chłopak. - Chodźmy. - Zaprowadził mnie w stronę domku szóstego, należącego do Ateny. Obok niego stała szopa. Co tam będzie? Super-ostre grabie? Łopata bojowa?
Oczywiście, nie było tam żadnej łopaty bojowej. W kącie stała włócznia połyskująca spiżem, a na drewnianym kołku wisiał łuk i kołczan pełen strzał. Wszędzie walały się miecze i sztylety. Niektóre z broni połyskiwały złotem.
- Dlaczego żaden miecz nie jest podobny do twojego? - Spytałam Nica. - Jego miecz był zrobiony jakby z czarnego żelaza. Nie było tu żadnej innej broni z takiego metalu.
- To? Mój miecz jest ze stygijskiego żelaza, dostałem go od ojca. - Powiadomił mnie chłopak. - Te tutaj, są z Niebiańskiego Spiżu lub Cesarskiego Złota. Te drugie zdobyliśmy po wojnie z Gają, od Rzymian.
- Co będzie dla mnie najlepsze? - Spytałam. - Nie umiem strzelać z łuku więc odpada.
- Walcząc sztyletem musisz się bardziej zbliżyć do przeciwnika. Co prawda, Piper walczy sztyletem ale jeśli mamy miesiąc na przygotowanie, lepiej wziąć miecz. - Stwierdził po czym podał mi jeden, ze spiżu. Nigdy nie miałam w ręce miecza, ale był on dla mnie niewygodny, nie umiałam wygodnie ułożyć dłoni w rękojeści, więc stwierdziłam, że się nie nadaje. Podjęłam kilka takich prób, ale z każdą bronią był jakiś problem - za długa, za krótka,lub po prostu za ciężka.
- Spróbuj tego. - Nico podał mi miecz z cesarskiego złota. Wzięłam go do ręki. Leżał idealnie, był jakby przedłużeniem mojej ręki. - Idealny! - Powiedziałam. - Nada się.
- Wracajmy już. - Powiedział chłopak. - Zaraz śniadanie. - Wyszliśmy z pomieszczenia w momencie, gdy rozległ się dźwięk konchy.
- Dlaczego żaden miecz nie jest podobny do twojego? - Spytałam Nica. - Jego miecz był zrobiony jakby z czarnego żelaza. Nie było tu żadnej innej broni z takiego metalu.
- To? Mój miecz jest ze stygijskiego żelaza, dostałem go od ojca. - Powiadomił mnie chłopak. - Te tutaj, są z Niebiańskiego Spiżu lub Cesarskiego Złota. Te drugie zdobyliśmy po wojnie z Gają, od Rzymian.
- Co będzie dla mnie najlepsze? - Spytałam. - Nie umiem strzelać z łuku więc odpada.
- Walcząc sztyletem musisz się bardziej zbliżyć do przeciwnika. Co prawda, Piper walczy sztyletem ale jeśli mamy miesiąc na przygotowanie, lepiej wziąć miecz. - Stwierdził po czym podał mi jeden, ze spiżu. Nigdy nie miałam w ręce miecza, ale był on dla mnie niewygodny, nie umiałam wygodnie ułożyć dłoni w rękojeści, więc stwierdziłam, że się nie nadaje. Podjęłam kilka takich prób, ale z każdą bronią był jakiś problem - za długa, za krótka,lub po prostu za ciężka.
- Spróbuj tego. - Nico podał mi miecz z cesarskiego złota. Wzięłam go do ręki. Leżał idealnie, był jakby przedłużeniem mojej ręki. - Idealny! - Powiedziałam. - Nada się.
- Wracajmy już. - Powiedział chłopak. - Zaraz śniadanie. - Wyszliśmy z pomieszczenia w momencie, gdy rozległ się dźwięk konchy.
******
Do niedawna, nie widziałam nic bardziej niezwykłego niż posiłek w obozie.
Każdy obozowicz, siedział przy stole odpowiadającym jego boskiemu rodzicowi.(Nico i Jason siedzieli sami). Wszędzie, z prędkością wiatru (dosłownie) unosiły się duchy powietrza roznosząc obozowiczom jedzenie. Nie miałam pomysłu, co sobie zażyczyć, więc poprosiłam o zwykłe naleśniki z dżemem (Życie półboga wzmacnia apetyt). Po chwili, przede mną pojawił się talerz z pysznie pachnącymi naleśnikami. Gdy skończyłam jeść, wydałam z siebie dźwięk zadowolenia. Dawno tak dobrze nie jadłam.
Podnosiłam się jednak i poszłam na arenę. Nico już na mnie czekał. Niewiele dzisiaj zjadł a jednak wyglądało na to ,że jest w pełni sił.
- Gotowa na trening? - Spytał chłopak.
- Mam pełny brzuch.... - Powiedziałam. - Ale chyba jestem gotowa.
Na początku, Nico pokazał mi kilka podstawowych pchnięć. Na początku, nie szło mi najlepiej. Nico prawie natychmiast wytracił mi miecz z ręki.
- Musisz być bardziej pewna siebie. - Powiedział chłopak. - Spróbujmy jeszcze raz.
Dwadzieścia dziewięć dni minęło mi na treningach z Nickiem, rozmowach z Piper i poznawaniu obozu Herosów, oraz jego historii. Była godzina dwunasta. Za dokładnie dwadzieścia cztery godziny, wyruszymy do obozu Jupiter, aby dowiedzieć się gdzie jest teraz pyton blokujący wyrocznię Delfijską. Przechadzałam się właśnie po polach truskawek, obserwując satyrów grających na piszczałkach, gdy poczułam zimny powiew na karku. Odwróciłam się, ale nie byłam w ogóle przestraszona, jak niecały miesiąc temu. Za mną stał Nico.
Na jego widok poczułam motylki w brzuchu. Taak... Możliwe , że się w nim zabujałam. Nigdy nie gadałam za bardzo z chłopakami, a teraz przyszło mi to z taką łatwością!
- Cz... Cześć! - Powiedziałam. - Jak tam?
- Już się dziś widzieliśmy. - Powiedział zaskoczony chłopak. (Na szczęście) Nie wiedział o co mi chodzi. "Ogarnij się" zganiłam się w myślach.
- A jakoś tak mi się powiedziało...
- Ostatnio jesteś jakby bardziej rozkojarzona. - Stwierdził syn Hadesa. - Czy coś się stało?
- Nie, naprawdę nic. - Postanowiłam zmienić temat. - Za dobę wyruszamy. Jak myślisz, co spotkamy po drodze?
- W świecie bogów, nic nie wiadomo. -Stwierdził. -Na pewno spotkamy potwory, może jakiś bogów. A może coś jeszcze gorszego...
- Przeciw czemu lub komu właściwie walczymy? - Spytałam. Idziemy na tą misję razem, więc mi możesz powiedzieć.
- Cii... Mogę ci powiedzieć, ale nie tutaj! - Wziął mnie za rękę i zaprowadził na skraj lasu potworów. - Nikt nie może nas usłyszeć. - Westchnął. - Tym bardziej, że będzie to trudniejsze od walki z Gają.
- Powiesz mi wreszcie? - Zaczęłam się denerwować.
- Jest to Bóg pochodzący z innej religii. Na pewno nie z Greckiej i Rzymskiej, prawdopodobnie z Egipskiej. Bo wiesz, że jako pierwszy Heros od stu, jeśli nie tysiącleci, wiedziałem i o obozie Herosów i o obozie Jupiter. Podróżowałem między nimi. Dosłownie parę dni przed tym jak się poznaliśmy, odwiedziłem ojca w podziemiu. Opowiedział mi, o egipskich magach i bogach. Oni też żyją tu, w Ameryce a jakiś czas temu, walczyli z wężem Chaosu Apopisem. - Zaczął opowiadać. - Zaczynam się bać, że wszystkie religie naprawdę "żyją". Apopis nie jest jednak samym Chaosem, lecz kimś w stylu "posłańca".
- Chcesz powiedzieć że naszym wrogiem ma być CHAOS? Ten CHAOS, który był przed Uranosem i Gają? - Nie wierzyłam własnym uszom. Jak można wygrać z czymś, od czego zaczął się świat, nieważne czy w mitologii Greckiej, Rzymskiej, Egipskiej czy bogowie wiedzą w jakiej jeszcze.
- Niestety tak... Ale najbardziej zastanawiają mnie słowa Hadesa, których nie powiedziałem ani wam, ani przy ognisku. Cytując "Twój przyjaciel - to słowo wymówił jakoś dziwnie. - Jackson, wie o co chodzi."
- Czyli Percy Jackson spotkał już te potwory. - Stwierdziłam. - A może i tych magów.
- Percy i Annabeth są teraz w nowym Rzymie. - Powiadomił mnie chłopak. Możliwe , że będzie mógł nam coś powiedzieć. - Nie wyglądał jednak na zadowolonego z tej możliwości. Jego wzrok mówił "tylko nie to".
- Nie martw się. Jesteśmy Herosami. - Odważyłam się położyć mu rękę na ramieniu. - Z pomocą magów, powinno pójść łatwiej, może nawet łatwiej niż z Gają. - Chyba mi nie uwierzył, ale jego oczy mówiły "dzięki". Nie chciałam się w nie zagapić, więc szybko odwróciłam wzrok.
- Masz rację, damy radę. - Powiedział po chwili Nico i wyciągnął miecz. - Mamy jeszcze czas, poćwiczymy trochę?
Wyruszyliśmy następnego dnia, o dwunastej. Nico czekał na mnie przed sosną Thalii. Miał czarny plecak, w którym był zapewne cały niezbędnik Herosa. Ubrany był w kurtkę lotniczą.
Ja miałam torbę z Ambrozją, Nektarem, zeszytem (Czasami jak się nudzę, bazgram po czym popadnie), ciuchami na zmianę i szczoteczką do zębów (kto wie, może będę miała okazję umyć zęby?). Na ręku miałam zegarek elektroniczny.
- Gotowa? - Spytał Nico.
- Tak! - Powiedziałam, oczywiście z motylkami w brzuchu. - Chyba mam wszystko. -
Spokojnie poszliśmy na najbliższą stację. Zostało mi trochę pieniędzy śmiertelników, więc mieliśmy plan pojechać pociągiem jak najbliżej obozu Jupiter, nie wywołując żadnej katastrofy.
Wszystko było super, dopóki nie doszliśmy do stacji. Nie było tam żywej duszy, oprócz wysokich na dwa i pół metra mężczyzn, z mnóstwem tatuaży. W rękach dzierżyli maczugi nabijane ćwiekami.
- Lajstrygonowie. - Nico zacisnął rękę na rękojeści swojego miecza. - Niezbyt przyjazne typki.
- Herosi! - Jeden z potworów odwrócił się i wyszczerzył swoje żółte zęby. - Właśnie zaczynaliśmy się niecierpliwić! - Gdy on to mówił, ja już do niego podbiegłam. Czytając książki zawsze się zastanawiałam, po co źli mówią te swoje gadki i dlaczego dobra strona tego nie wykorzystuje. Pozwoliłam potworowi dokończyć kwestię, po czym wbiłam mu mój miecz w brzuch.
- Zła półbogini! - Krzyknął inny potwór, gdy jego towarzysz zamienił się w złoty pył, który opadł mi na włosy. Uniósł na mnie maczugę, ale znajoma, czarna klinga zablokowała cios.
- Nieźle! - Pochwalił mnie Nico. - Oby tak dalej! - Razem zaatakowaliśmy. Czułam się świetnie. Dlaczego? Może dlatego, bo byłam u boku Nicka? Może cieszyłam się, że mogłam się sprawdzić w prawdziwej walce? Może to i to? Tak czy siak, trwało to chyba z pięć minut. Siekałam, blokowałam ciosy i niszczyłam Lajstrygonów. Byłam cała w złotym pyle, ale nie przejmowałam się tym. Miałam tylko nadzieję, że ludzie widzą, że jestem cała w brokacie a nie we krwi. Poczułam na sobie czyiś wzrok. Wzrok Nicka. Nicka? Obróciłam się, a on nagle zaczął interesować się swoimi butami.
- Kupujemy te bilety? - Spytał.
Ponieważ miałam chorobę lokomocyjną, podczas podróży zrobiłam się bardzo senna. Nico obiecał, że obudzi mnie gdyby coś się stało lub gdyby udało nam się dojechać bez zrobienia żadnego zamieszania. Przybrałam jak najwygodniejszą pozycję i zamknęłam oczy. Zasnęłam prawie od razu.
Oczywiście śnił mi się pogrzeb taty. Nie będę opowiadała wszystkiego, bo masz lepsze rzeczy do czytania. Opowiem ci więc od momentu z "dziwną Panią".
Kim jest ta "dziwna Pani"? Na pogrzebie taty pojawiła się kobieta, którą widziałam tylko ja. Miała ona długie, bardzo jasne włosy, czarną suknię, a jej oczy zasłaniała woalka. Wokół niej kłębiła się mgła. Jak zawsze, podeszłam do niej. Stała przy grobie mojego ojca. Niewidzialna dla wszystkich, włożyła mu do ust złotą monetę. Nie, to była Drachma. Bilet do podziemia.
Kobieta otworzyła usta. Powinna teraz powiedzieć - "Przepraszam, że nie byłam z wami." - Ale zamiast tego, powiedziała coś innego. - Mam nadzieję, że dasz radę.
- ...Mama? - Spytałam. - Hekate?
- Tak, to ja. Przyszłam ci tylko powiedzieć, że bogowie nigdy nie ignorują swoich dzieci. Zawsze je obserwujemy. Mam nadzieję, że podołacie tej misji. - Powiedziała bogini, po czym zmieniła się w mgłę, tak jak kilka lat temu.
Potem sen wrócił do "normalności". W niektórych momentach, po policzkach leciały mi łzy.
- Obudź się. - Usłyszałam głos Hekate. - Zdarzy się coś, co powinno ci poprawić humor. - Powiedziała, po czym sen się rozpłynął.
Jaka była niespodzianka od matki? Spałam oparta o ramię Nicka. Zaczerwieniłam się i szybko usiadłam. Zauważył, że się obudziłam i zmieszany wbił wzrok w okno. Próbowałam przyjąć obojętny wyraz twarzy.
- Kiedy dojedziemy? - Spytałam.
- Następna stacja będzie nasza. - Powiadomił mnie. - Właśnie miałem cię budzić... - Dziesięć minut później, byliśmy już na zewnątrz i dzieliła nas ulica od... Tunelu.
- Jesteśmy prawie na miejscu. - Powiedział chłopak. - Patrz. - Rzeczywiście. Przed wejściem dla obsługi, stała dwójka uzbrojonych nastolatków. Gdy się zbliżyliśmy, okazało się, obie postacie,to były dziewczyny. Jedna z nich, miała ciemnobrązowe loki, ciemną skórę i złote oczy. Nico ją uściskał. - Cześć Hazel! - Powiedział. To musiała być jego siostra, o której mi opowiadał. - To jest Alice, mamy sprawę do załatwienia w obozie Jupiter.
- Cześć! - Przywitała mnie Hazel. - Miło cię poznać.
- Mi też. Jesteś siostrą Nicka? - Wyglądała na miłą osobę. Chciałam z nią trochę pogadać.
- Tak. Charlotte, możesz na chwilę zostać sama? Zaprowadzę ich do Reyny. - Chwila!? Charlotte? Rzeczywiście. Pod hełmem skrywały się niebieskie oczy i długie, złote włosy.
- Dobrze, centurionie. - Dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną.
- Pewnie już wiesz, że Nico przyprowadził ją tu miesiąc temu. Okazała się córką Jupitera. - Córką Jupitera? Nie zazdroszczę Jasonowi takiej siostry. Może wyglądali podobnie, ale charakterem byli zupełnie inni. Jason był przyjacielski i odpowiedzialny a ona, dbała tylko o siebie, wszystko ktoś zrobi za na nią.
- Chodźcie. - Hazel zaprowadziła nas tunelem obsługi, który nagle zmienił się w stary tunel, oświetlony bezdymnymi pochodniami takimi jak w domku Hekate. Gdy doszliśmy do końca. Przede mną ukazał się niesamowity widok.
Staliśmy na brzegu rzeki. Za nią, stały baraki. Dalej było widać było miasto, które przypominało Rzym. Obok niego, było wzgórze na którym stały jakieś budynki. Zapewne świątynie.
Przeszliśmy przez rzekę, która okazała się być małym Tybrem i obok baraków. Kilku półbogów pomachało do Nica. Był tu chyba bardziej lubiany niż w Obozie Herosów. Dlaczego więc postanowił w nim zostać? Weszliśmy na ulicę "Via Pretoria" i weszliśmy do jednego z większych budynków. Przy stole siedziały dwie osoby: Umięśniony chłopak z wyglądem chińczyka, który musiał być Frankem Zhang - Chłopakiem Hazel i dziewczyna o obsydianowych oczach z czarnymi włosami zaplecionymi w warkocz. Na jej zbroi błyszczały złote odznaki. To była Reyna. Na jej widok zaniepokoiłam się. Nie licząc Hazel, Nico opowiadał mi o niej najwięcej. Czy to możliwe, że są sobie bliscy? Nie. Wtedy zostałby tutaj na stałe.
- Cześć. - Frank i Reyna przywitali się z nim i przedstawili się mi, chociaż znałam ich imiona.
- Co was sprowadza? - Spytała Reyna a Nico opowiedział im o naszej misji. Obserwowałam go w milczeniu. Hazel trąciła mnie w ramię i wskazała, żebyśmy odeszły trochę dalej.
- Widzę jak patrzysz na mojego brata. - Powiedziała z uśmiechem. - Jesteście parą?
- N..Nie! - Zarumieniłam się. - Znamy się dopiero miesiąc!
- Mam nadzieję ,że to wkrótce się zmieni. - Poinformowała mnie dziewczyna. - Jest samotnikiem, ale potrzebuje kogoś bliskiego.
- Ej, o czym tam rozmawiacie? - Usłyszałam głos Nicka. Szybko się odwróciłam. - Słyszałyście naszą rozmowę?
- Macie się udać na Świątynne Wzgórze, gdzie są Rachel i Ella. - Wybawiła mnie jego siostra. Może miała podzielną uwagę?- Ja was zaprowadzę. Pretorze Zhang, pójdziesz z nami? - Uśmiechnęła się do niego.
- Jasne. - Nie masz nic przeciwko Reyno? - Spytał chłopak.
- Nie mam. Mogę przez chwilę zostać sama. - Odpowiedziała dziewczyna, patrząc zamyślona w okno. - Idźcie. - Wyszliśmy więc z budynku i skierowaliśmy się w stronę świątynnego wzgórza. Po drodze musieliśmy przejść przez Nowy Rzym, Hazel i Frank o czymś rozmawiali a Nico rozglądał się niespokojnie, jakby spodziewał się ataku.
- Percy! Annabeth! - Zawołał w którymś momencie Frank. W naszym kierunku szli córka Ateny i Syn Neptuna.
- Cześć, jestem Annabeth.
- Alice. - Spojrzałam w stronę Nicka i Percy'ego. Przyglądali się sobie, ale żaden nie chciał podejść do drugiego.
- Oni, ech.. - mają za sobą pewną rozmowę. - Poinformowała mnie Annabeth.
- Dobrze ,ze was spotkaliśmy. - Powiedziałam do niej. - Musimy porozmawiać. O Egipcie.
Okazało się, że tuż przed wyjazdem z Obozu Herosów Percy i Annabeth spotkali tajemniczych nastolatków. Córka Ateny spotkała dziewczynę o imieniu Sadie, a Percy chłopaka, którego imienia z jakiegoś powodu nie mógł powiedzieć. Musieli razem walczyć z egipskimi potworami i obydwoje ukrywali przed sobą te zdarzenia.
- Jest jeszcze coś. Jeśli będzie trzeba, mogę się skontaktować z tymi magami. - Powiedział syn Posejdona.
- Jak? - Spytała córka Ateny. - Co jeszcze ukrywasz? - Na te słowa, pokazał na swoim ramieniu znak, przedstawiający
oko. Oko Horusa.
- Ten chłopak, narysował mi to i powiedział ,że mogę go wezwać jeden raz, wołając jego imię. Jednak jeszcze tego nie zrobiłem. Aktywuje się on gdy wypowiem jego imię, dlatego jeszcze wam go nie zdradziłem. Ale zdaje mi się, że ten czas już nadszedł.
- Nie. - Odezwał się nagle Frank. - Właśnie szliśmy na wzgórze świątynne. Musimy się dowiedzieć co robić dalej, zanim wezwiesz tych magów.
- Masz rację. - Odezwał się dotąd milczący Nico. - Jak sami twierdzicie, ktoś musiał chcieć waszego spotkania. Powinniśmy to zrobić dopiero wtedy, gdy będzie taka konieczność.
- W takim razie, zaczekamy na was tutaj. - Powiedziała Annabeth. - Idźcie już.
Poszliśmy więc na wzgórze świątynne i weszliśmy do największej świątyni - świątyni Jupitera (Albo Zeusa Jak kto woli). Na posadzce, wyryte były przepowiednie po łacinie. W kącie świątyni, stał drewniany stolik a na nim jakieś książki. Siedziały przy nim dwie osoby - Wysoka, szczupła dziewczyna, która tak jak ja miała rude, kręcone włosy i zielone oczy. Ubrana była w za dużą koszulkę i pobazgarane jeansy. Drugą osobą była chuda, ptasia dziewczyna z czerwonymi piórami ubrana w workowatą sukienkę. Na widok naszych mieczy, odsunęła się troszkę.
- Miecze. - Powiedziała. - Ella nie lubi mieczy.
- Spokojnie Ella, to przyjaciele. - Powiedziała rudowłosa. - Widzisz, to Frank, Hazel, Nico i...
- Alice. - Przedstawiłam się. - Córka Hekate.
- Miło mi cię poznać! Jestem Rachel Wyro... - Nie dokończyła, bo przerwała jej harpia.
- Mam pełny brzuch.... - Powiedziałam. - Ale chyba jestem gotowa.
Na początku, Nico pokazał mi kilka podstawowych pchnięć. Na początku, nie szło mi najlepiej. Nico prawie natychmiast wytracił mi miecz z ręki.
- Musisz być bardziej pewna siebie. - Powiedział chłopak. - Spróbujmy jeszcze raz.
******
Dwadzieścia dziewięć dni minęło mi na treningach z Nickiem, rozmowach z Piper i poznawaniu obozu Herosów, oraz jego historii. Była godzina dwunasta. Za dokładnie dwadzieścia cztery godziny, wyruszymy do obozu Jupiter, aby dowiedzieć się gdzie jest teraz pyton blokujący wyrocznię Delfijską. Przechadzałam się właśnie po polach truskawek, obserwując satyrów grających na piszczałkach, gdy poczułam zimny powiew na karku. Odwróciłam się, ale nie byłam w ogóle przestraszona, jak niecały miesiąc temu. Za mną stał Nico.
Na jego widok poczułam motylki w brzuchu. Taak... Możliwe , że się w nim zabujałam. Nigdy nie gadałam za bardzo z chłopakami, a teraz przyszło mi to z taką łatwością!
- Cz... Cześć! - Powiedziałam. - Jak tam?
- Już się dziś widzieliśmy. - Powiedział zaskoczony chłopak. (Na szczęście) Nie wiedział o co mi chodzi. "Ogarnij się" zganiłam się w myślach.
- A jakoś tak mi się powiedziało...
- Ostatnio jesteś jakby bardziej rozkojarzona. - Stwierdził syn Hadesa. - Czy coś się stało?
- Nie, naprawdę nic. - Postanowiłam zmienić temat. - Za dobę wyruszamy. Jak myślisz, co spotkamy po drodze?
- W świecie bogów, nic nie wiadomo. -Stwierdził. -Na pewno spotkamy potwory, może jakiś bogów. A może coś jeszcze gorszego...
- Przeciw czemu lub komu właściwie walczymy? - Spytałam. Idziemy na tą misję razem, więc mi możesz powiedzieć.
- Cii... Mogę ci powiedzieć, ale nie tutaj! - Wziął mnie za rękę i zaprowadził na skraj lasu potworów. - Nikt nie może nas usłyszeć. - Westchnął. - Tym bardziej, że będzie to trudniejsze od walki z Gają.
- Powiesz mi wreszcie? - Zaczęłam się denerwować.
- Jest to Bóg pochodzący z innej religii. Na pewno nie z Greckiej i Rzymskiej, prawdopodobnie z Egipskiej. Bo wiesz, że jako pierwszy Heros od stu, jeśli nie tysiącleci, wiedziałem i o obozie Herosów i o obozie Jupiter. Podróżowałem między nimi. Dosłownie parę dni przed tym jak się poznaliśmy, odwiedziłem ojca w podziemiu. Opowiedział mi, o egipskich magach i bogach. Oni też żyją tu, w Ameryce a jakiś czas temu, walczyli z wężem Chaosu Apopisem. - Zaczął opowiadać. - Zaczynam się bać, że wszystkie religie naprawdę "żyją". Apopis nie jest jednak samym Chaosem, lecz kimś w stylu "posłańca".
- Chcesz powiedzieć że naszym wrogiem ma być CHAOS? Ten CHAOS, który był przed Uranosem i Gają? - Nie wierzyłam własnym uszom. Jak można wygrać z czymś, od czego zaczął się świat, nieważne czy w mitologii Greckiej, Rzymskiej, Egipskiej czy bogowie wiedzą w jakiej jeszcze.
- Niestety tak... Ale najbardziej zastanawiają mnie słowa Hadesa, których nie powiedziałem ani wam, ani przy ognisku. Cytując "Twój przyjaciel - to słowo wymówił jakoś dziwnie. - Jackson, wie o co chodzi."
- Czyli Percy Jackson spotkał już te potwory. - Stwierdziłam. - A może i tych magów.
- Percy i Annabeth są teraz w nowym Rzymie. - Powiadomił mnie chłopak. Możliwe , że będzie mógł nam coś powiedzieć. - Nie wyglądał jednak na zadowolonego z tej możliwości. Jego wzrok mówił "tylko nie to".
- Nie martw się. Jesteśmy Herosami. - Odważyłam się położyć mu rękę na ramieniu. - Z pomocą magów, powinno pójść łatwiej, może nawet łatwiej niż z Gają. - Chyba mi nie uwierzył, ale jego oczy mówiły "dzięki". Nie chciałam się w nie zagapić, więc szybko odwróciłam wzrok.
- Masz rację, damy radę. - Powiedział po chwili Nico i wyciągnął miecz. - Mamy jeszcze czas, poćwiczymy trochę?
******
Wyruszyliśmy następnego dnia, o dwunastej. Nico czekał na mnie przed sosną Thalii. Miał czarny plecak, w którym był zapewne cały niezbędnik Herosa. Ubrany był w kurtkę lotniczą.
Ja miałam torbę z Ambrozją, Nektarem, zeszytem (Czasami jak się nudzę, bazgram po czym popadnie), ciuchami na zmianę i szczoteczką do zębów (kto wie, może będę miała okazję umyć zęby?). Na ręku miałam zegarek elektroniczny.
- Gotowa? - Spytał Nico.
- Tak! - Powiedziałam, oczywiście z motylkami w brzuchu. - Chyba mam wszystko. -
Spokojnie poszliśmy na najbliższą stację. Zostało mi trochę pieniędzy śmiertelników, więc mieliśmy plan pojechać pociągiem jak najbliżej obozu Jupiter, nie wywołując żadnej katastrofy.
Wszystko było super, dopóki nie doszliśmy do stacji. Nie było tam żywej duszy, oprócz wysokich na dwa i pół metra mężczyzn, z mnóstwem tatuaży. W rękach dzierżyli maczugi nabijane ćwiekami.
- Lajstrygonowie. - Nico zacisnął rękę na rękojeści swojego miecza. - Niezbyt przyjazne typki.
- Herosi! - Jeden z potworów odwrócił się i wyszczerzył swoje żółte zęby. - Właśnie zaczynaliśmy się niecierpliwić! - Gdy on to mówił, ja już do niego podbiegłam. Czytając książki zawsze się zastanawiałam, po co źli mówią te swoje gadki i dlaczego dobra strona tego nie wykorzystuje. Pozwoliłam potworowi dokończyć kwestię, po czym wbiłam mu mój miecz w brzuch.
- Zła półbogini! - Krzyknął inny potwór, gdy jego towarzysz zamienił się w złoty pył, który opadł mi na włosy. Uniósł na mnie maczugę, ale znajoma, czarna klinga zablokowała cios.
- Nieźle! - Pochwalił mnie Nico. - Oby tak dalej! - Razem zaatakowaliśmy. Czułam się świetnie. Dlaczego? Może dlatego, bo byłam u boku Nicka? Może cieszyłam się, że mogłam się sprawdzić w prawdziwej walce? Może to i to? Tak czy siak, trwało to chyba z pięć minut. Siekałam, blokowałam ciosy i niszczyłam Lajstrygonów. Byłam cała w złotym pyle, ale nie przejmowałam się tym. Miałam tylko nadzieję, że ludzie widzą, że jestem cała w brokacie a nie we krwi. Poczułam na sobie czyiś wzrok. Wzrok Nicka. Nicka? Obróciłam się, a on nagle zaczął interesować się swoimi butami.
- Kupujemy te bilety? - Spytał.
******
Ponieważ miałam chorobę lokomocyjną, podczas podróży zrobiłam się bardzo senna. Nico obiecał, że obudzi mnie gdyby coś się stało lub gdyby udało nam się dojechać bez zrobienia żadnego zamieszania. Przybrałam jak najwygodniejszą pozycję i zamknęłam oczy. Zasnęłam prawie od razu.
Oczywiście śnił mi się pogrzeb taty. Nie będę opowiadała wszystkiego, bo masz lepsze rzeczy do czytania. Opowiem ci więc od momentu z "dziwną Panią".
Kim jest ta "dziwna Pani"? Na pogrzebie taty pojawiła się kobieta, którą widziałam tylko ja. Miała ona długie, bardzo jasne włosy, czarną suknię, a jej oczy zasłaniała woalka. Wokół niej kłębiła się mgła. Jak zawsze, podeszłam do niej. Stała przy grobie mojego ojca. Niewidzialna dla wszystkich, włożyła mu do ust złotą monetę. Nie, to była Drachma. Bilet do podziemia.
Kobieta otworzyła usta. Powinna teraz powiedzieć - "Przepraszam, że nie byłam z wami." - Ale zamiast tego, powiedziała coś innego. - Mam nadzieję, że dasz radę.
- ...Mama? - Spytałam. - Hekate?
- Tak, to ja. Przyszłam ci tylko powiedzieć, że bogowie nigdy nie ignorują swoich dzieci. Zawsze je obserwujemy. Mam nadzieję, że podołacie tej misji. - Powiedziała bogini, po czym zmieniła się w mgłę, tak jak kilka lat temu.
Potem sen wrócił do "normalności". W niektórych momentach, po policzkach leciały mi łzy.
- Obudź się. - Usłyszałam głos Hekate. - Zdarzy się coś, co powinno ci poprawić humor. - Powiedziała, po czym sen się rozpłynął.
Jaka była niespodzianka od matki? Spałam oparta o ramię Nicka. Zaczerwieniłam się i szybko usiadłam. Zauważył, że się obudziłam i zmieszany wbił wzrok w okno. Próbowałam przyjąć obojętny wyraz twarzy.
- Kiedy dojedziemy? - Spytałam.
- Następna stacja będzie nasza. - Powiadomił mnie. - Właśnie miałem cię budzić... - Dziesięć minut później, byliśmy już na zewnątrz i dzieliła nas ulica od... Tunelu.
- Jesteśmy prawie na miejscu. - Powiedział chłopak. - Patrz. - Rzeczywiście. Przed wejściem dla obsługi, stała dwójka uzbrojonych nastolatków. Gdy się zbliżyliśmy, okazało się, obie postacie,to były dziewczyny. Jedna z nich, miała ciemnobrązowe loki, ciemną skórę i złote oczy. Nico ją uściskał. - Cześć Hazel! - Powiedział. To musiała być jego siostra, o której mi opowiadał. - To jest Alice, mamy sprawę do załatwienia w obozie Jupiter.
- Cześć! - Przywitała mnie Hazel. - Miło cię poznać.
- Mi też. Jesteś siostrą Nicka? - Wyglądała na miłą osobę. Chciałam z nią trochę pogadać.
- Tak. Charlotte, możesz na chwilę zostać sama? Zaprowadzę ich do Reyny. - Chwila!? Charlotte? Rzeczywiście. Pod hełmem skrywały się niebieskie oczy i długie, złote włosy.
- Dobrze, centurionie. - Dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną.
- Pewnie już wiesz, że Nico przyprowadził ją tu miesiąc temu. Okazała się córką Jupitera. - Córką Jupitera? Nie zazdroszczę Jasonowi takiej siostry. Może wyglądali podobnie, ale charakterem byli zupełnie inni. Jason był przyjacielski i odpowiedzialny a ona, dbała tylko o siebie, wszystko ktoś zrobi za na nią.
- Chodźcie. - Hazel zaprowadziła nas tunelem obsługi, który nagle zmienił się w stary tunel, oświetlony bezdymnymi pochodniami takimi jak w domku Hekate. Gdy doszliśmy do końca. Przede mną ukazał się niesamowity widok.
Staliśmy na brzegu rzeki. Za nią, stały baraki. Dalej było widać było miasto, które przypominało Rzym. Obok niego, było wzgórze na którym stały jakieś budynki. Zapewne świątynie.
Przeszliśmy przez rzekę, która okazała się być małym Tybrem i obok baraków. Kilku półbogów pomachało do Nica. Był tu chyba bardziej lubiany niż w Obozie Herosów. Dlaczego więc postanowił w nim zostać? Weszliśmy na ulicę "Via Pretoria" i weszliśmy do jednego z większych budynków. Przy stole siedziały dwie osoby: Umięśniony chłopak z wyglądem chińczyka, który musiał być Frankem Zhang - Chłopakiem Hazel i dziewczyna o obsydianowych oczach z czarnymi włosami zaplecionymi w warkocz. Na jej zbroi błyszczały złote odznaki. To była Reyna. Na jej widok zaniepokoiłam się. Nie licząc Hazel, Nico opowiadał mi o niej najwięcej. Czy to możliwe, że są sobie bliscy? Nie. Wtedy zostałby tutaj na stałe.
- Cześć. - Frank i Reyna przywitali się z nim i przedstawili się mi, chociaż znałam ich imiona.
- Co was sprowadza? - Spytała Reyna a Nico opowiedział im o naszej misji. Obserwowałam go w milczeniu. Hazel trąciła mnie w ramię i wskazała, żebyśmy odeszły trochę dalej.
- Widzę jak patrzysz na mojego brata. - Powiedziała z uśmiechem. - Jesteście parą?
- N..Nie! - Zarumieniłam się. - Znamy się dopiero miesiąc!
- Mam nadzieję ,że to wkrótce się zmieni. - Poinformowała mnie dziewczyna. - Jest samotnikiem, ale potrzebuje kogoś bliskiego.
- Ej, o czym tam rozmawiacie? - Usłyszałam głos Nicka. Szybko się odwróciłam. - Słyszałyście naszą rozmowę?
- Macie się udać na Świątynne Wzgórze, gdzie są Rachel i Ella. - Wybawiła mnie jego siostra. Może miała podzielną uwagę?- Ja was zaprowadzę. Pretorze Zhang, pójdziesz z nami? - Uśmiechnęła się do niego.
- Jasne. - Nie masz nic przeciwko Reyno? - Spytał chłopak.
- Nie mam. Mogę przez chwilę zostać sama. - Odpowiedziała dziewczyna, patrząc zamyślona w okno. - Idźcie. - Wyszliśmy więc z budynku i skierowaliśmy się w stronę świątynnego wzgórza. Po drodze musieliśmy przejść przez Nowy Rzym, Hazel i Frank o czymś rozmawiali a Nico rozglądał się niespokojnie, jakby spodziewał się ataku.
- Percy! Annabeth! - Zawołał w którymś momencie Frank. W naszym kierunku szli córka Ateny i Syn Neptuna.
- Cześć, jestem Annabeth.
- Alice. - Spojrzałam w stronę Nicka i Percy'ego. Przyglądali się sobie, ale żaden nie chciał podejść do drugiego.
- Oni, ech.. - mają za sobą pewną rozmowę. - Poinformowała mnie Annabeth.
- Dobrze ,ze was spotkaliśmy. - Powiedziałam do niej. - Musimy porozmawiać. O Egipcie.
******
Okazało się, że tuż przed wyjazdem z Obozu Herosów Percy i Annabeth spotkali tajemniczych nastolatków. Córka Ateny spotkała dziewczynę o imieniu Sadie, a Percy chłopaka, którego imienia z jakiegoś powodu nie mógł powiedzieć. Musieli razem walczyć z egipskimi potworami i obydwoje ukrywali przed sobą te zdarzenia.
- Jest jeszcze coś. Jeśli będzie trzeba, mogę się skontaktować z tymi magami. - Powiedział syn Posejdona.
- Jak? - Spytała córka Ateny. - Co jeszcze ukrywasz? - Na te słowa, pokazał na swoim ramieniu znak, przedstawiający
oko. Oko Horusa.
- Ten chłopak, narysował mi to i powiedział ,że mogę go wezwać jeden raz, wołając jego imię. Jednak jeszcze tego nie zrobiłem. Aktywuje się on gdy wypowiem jego imię, dlatego jeszcze wam go nie zdradziłem. Ale zdaje mi się, że ten czas już nadszedł.
- Nie. - Odezwał się nagle Frank. - Właśnie szliśmy na wzgórze świątynne. Musimy się dowiedzieć co robić dalej, zanim wezwiesz tych magów.
- Masz rację. - Odezwał się dotąd milczący Nico. - Jak sami twierdzicie, ktoś musiał chcieć waszego spotkania. Powinniśmy to zrobić dopiero wtedy, gdy będzie taka konieczność.
- W takim razie, zaczekamy na was tutaj. - Powiedziała Annabeth. - Idźcie już.
Poszliśmy więc na wzgórze świątynne i weszliśmy do największej świątyni - świątyni Jupitera (Albo Zeusa Jak kto woli). Na posadzce, wyryte były przepowiednie po łacinie. W kącie świątyni, stał drewniany stolik a na nim jakieś książki. Siedziały przy nim dwie osoby - Wysoka, szczupła dziewczyna, która tak jak ja miała rude, kręcone włosy i zielone oczy. Ubrana była w za dużą koszulkę i pobazgarane jeansy. Drugą osobą była chuda, ptasia dziewczyna z czerwonymi piórami ubrana w workowatą sukienkę. Na widok naszych mieczy, odsunęła się troszkę.
- Miecze. - Powiedziała. - Ella nie lubi mieczy.
- Spokojnie Ella, to przyjaciele. - Powiedziała rudowłosa. - Widzisz, to Frank, Hazel, Nico i...
- Alice. - Przedstawiłam się. - Córka Hekate.
- Miło mi cię poznać! Jestem Rachel Wyro... - Nie dokończyła, bo przerwała jej harpia.
- Hekate, mgła, śmierć.
Mgła, śmierć i rodzeństwo magów najpotężniejszych na południe wyruszy,
Inaczej świat pod naciskiem Chaosu się rozkruszy.
O świcie swoich urodzin, duch Delf odzyska głos,
Bez niego, nicość wygra zniweczy bogów los.
Na smoku wróci jeździec z boginią porzuconą,
Co stanie się Herosem, pisząc historię nową.
- E...Ella, co ty właśnie powiedziałaś!? - Spytała zdumiona Hazel.
- Miecze. Ella nie lubi mieczy. - Odpowiedziała jej ptasia dziewczyna, skubiąc swoje piórka.
- Ella jest teraz naszym jedynym źródłem przepowiedni. - Poinformowała mnie Rachel. - Musiała kiedyś przeczytać księgi Sybylijskie. Zdaje mi się, że właśnie teraz wypowiedziała jakąś przepowiednię.
- Śmierć i mgła. - Powiedział powoli Nico. - Musi chodzić o mnie i o Alice. Albo o Hazel i Alice.
- Myślę ,że ty się lepiej nadajesz. - Powiedziała do niego Hazel i uśmiechnęła się do mnie. - To tobie Hades zesłał sen.
- Musicie wyruszyć na południe, razem z jakimiś magami. - Frank zrobił minę zadumanego buldoga. - Musi chodzić o tych magów, których spotkali Annabeth i Percy.
- Mamy się udać na południe, ale nic więcej nie wiemy. - Nie rozumiałam tego. - Podróżujemy bez wyznaczonego celu.
- Na pewno, spotkamy jakieś wskazówki po drodze. - Nico położył mi rękę na ramieniu, przez co się zaczerwieniłam.
- I ten jeździec na smoku... - Hazel spojrzała na Nicka. Opowiadał mi też o Leonie Valdez, synu Hefajstosa, który zginął w wojnie z Gają. Czyżby to o nim mówiła przepowiednia? Ciszę przerwał syn Hadesa.
- Skoro już wiemy mniej-więcej co, gdzie i jak, chodźmy do Percy'ego i Annabeth. Mamy pewnych magów do poznania.
- I ten jeździec na smoku... - Hazel spojrzała na Nicka. Opowiadał mi też o Leonie Valdez, synu Hefajstosa, który zginął w wojnie z Gają. Czyżby to o nim mówiła przepowiednia? Ciszę przerwał syn Hadesa.
- Skoro już wiemy mniej-więcej co, gdzie i jak, chodźmy do Percy'ego i Annabeth. Mamy pewnych magów do poznania.
******
Po drodze Frank i Hazel nas opuścili. Syn Marsa musiał wracać do obowiązków Pretora, a córka Plutona musiała towarzyszyć Charotte na straży obozu. Ja, Nico, Percy i Annabeth próbowaliśmy rozkminić, jak działa znak, który ma tych magów "przywołać".
- Może być tak, że on od razu się tutaj pojawi. - Powiedziała córka Ateny. - Wiec lepiej nie robić tego tutaj. - Udaliśmy się więc do jakiegoś baru, gdzie nie było żadnych klientów, gdyż Percy nie chciał wyjść na dziwaka, gadając do oka, narysowanego magicznym atramentem na jego ramieniu. Usiedliśmy przy jednym stoliku, na tyle dużym aby zmieściły się tu jeszcze dwie osoby. Zapadło milczenie.
- Yyy... No to jak go wezwać? - Spytał syn Posejdona, co było trochę głupie, bo jeśli ktoś powinien to wiedzieć, to właśnie on.
- Glonomóżdżek. - Przezwała go Annabeth. - Ma ktoś kartkę? - Podałam jej jedną z mojego zeszytu. Z długopisem też nie było problemu, bo miecz Percy'ego miał taką funkcję. Córka Ateny napisała "kwestię" swojego chłopaka.
- Może być? - Pokazała nam treść kartki. Nikt nie zgłosił sprzeciwu.
- Dobra Percy... - Powiedział Nico. - Zaczynaj.
- Eee... Cześć Carter to ja Percy. - Powiedział zażenowany, zdając sobie sprawę, że gdyby zobaczył go jakiś śmiertelnik, uznałby go za wariata. - Jest ważna sprawa. Przyjdź jutro z Sadie, do (tu podał nazwę baru) o godzinie 11. Nie pytaj skąd wiem ,że masz siostrę. Będą tam moi przyjaciele, którzy ci wszystko wytłumaczą. - Powiedział, po czym dodał jeszcze coś od siebie. - Rozłączam się! - Na ostatnie słowa wszyscy się roześmialiśmy. Nawet nico się trochę uśmiechnął.
- No dobra. - Powiedział. - Skoro spotkamy się z nimi jutro, to czy w nowym Rzymie są jakieś hotele?
******
Na szczęście był hotel.
Był on płatny za rzymskie pieniądze, ale Percy i Annabeth pożyczyli nam ich tyle,aby starczyło na dwa, jednoosobowe pokoje. Oczywiście, tylko na jedną noc.
Rano ubrałam się trochę inaczej niż zwykle, ponieważ ubrania dostałam po innych półbogach, (głównie po dzieciach Afrodyty które miały ich za dużo). Były to jasne leginsy, zielony T-Shirt który miałam na sobie w dniu przyjścia do obozu herosów i kamuflażową bluzę. Jak już kiedyś mówiłam, nie dla mnie przebieranki.
Spotkałam się z Nickiem podczas śniadania. Jedliśmy w milczeniu.
- Mogę cię o coś spytać...? - Odezwał się nagle syn Hadesa a motylki w moim brzuchu zaczęły wariować.
- C...Co?
- Mieliśmy pokoje obok siebie. W nocy, przez ścianę słyszałem jak płaczesz. - Spojrzał na mnie tymi swoimi ciemnymi oczami. - Coś się stało?
- A... takie wspomnienie z przeszłości. - Zarumieniłam się, ale tym razem dlatego ,że nie chciałam mówić innym o swoich snach. - Nic takiego. - Nico o nic więcej się nie pytał. Dokończyliśmy śniadanie w ciszy.
O jedenastej byliśmy już w barze, w którym mieliśmy się spotkać z magami. Nie wiedzieliśmy, czy wezwanie Percy'ego zadziałało, ustaliliśmy więc ,że jeśli nie pojawią się w ciągu godziny, wracamy do nowego Rzymu. Była dosłownie minuta po jedenastej, gdy usłyszeliśmy szum skrzydeł i dźwięk który najlepiej napisać: świrrrrrrr! To był gryf. Nico chciał wyciągnąć miecz, ale go powstrzymałam.
- Patrz. - Powiedziałam tylko. Gryf wylądował przed barem i paradował sobie po ulicy, blokując samochody. Ciekawe, co widzieli śmiertelnicy? Wyszliśmy przed budynek.
- Świr, stój! - Powiedział chłopak, który chyba kierował tym gryfem. Miał na oko piętnaście lat. Był wysoki i miał ciemną skórę. Ubrany był jak zwykły nastolatek. To musiał być Carter.
Towarzyszącą mu dziewczyną musiała być Sadie, ale nie można było dostrzec ,że są rodzeństwem. Wyglądała na trzynaście lat. Miała jasna skórę, karmelowe włosy z fioletowym pasemkiem po prawej stronie i niebieskie oczy. Na sobie miała glany i poszarpane Jeansy. Chyba żuła gumę. Spojrzała na na nas, gdy nagle zatrzymała wzrok na Nicku i zrobiła minę, jakby zobaczyła ducha.
- Anubis!?
Ci którzy czytali Kroniki rodu Kane, wiedzą czemu Sadie tak zareagowała :D
Z góry uprzedzam, że nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział,
gdyż chcę sobie przypomnieć wspomnianą wyżej serię.
Ale już kończę czytać pierwszy tom, więc tak za 2-3 tygodnie.
Mam nadzieję ,że wam się podobało!
Do napisania
Kara
gdyż chcę sobie przypomnieć wspomnianą wyżej serię.
Ale już kończę czytać pierwszy tom, więc tak za 2-3 tygodnie.
Mam nadzieję ,że wam się podobało!
Do napisania
Kara

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz