Rozdział VI
Carter
Sadie wcale nie spłonęła.
Prawda, było blisko. Mag, który rzucił za dużo zaklęć lub był nieostrożny dzieląc ciało z bogiem ma wielką tendencję do samozapłonu. Trochę, jak u półbogów z jedzeniem ambrozji.
Gdy zemdlała, nasza "klatka" zniknęła, a my spadliśmy z wysokości dwunastu metrów. Tylko magia strażniczek pozwoliła nam przeżyć ten upadek. Opadliśmy na mgłę i ocuciliśmy moją siostrę. Kiedy była już w stanie używalności, przeszliśmy przez te dziwne drzwi.
Najbardziej zdziwiło mnie miejsce próby. Nie widziałem żadnego latającego pudełka, w którym byłaby reszta. Nie widziałem i nie słyszałem ich.
Ale była moja dziewczyna.
Ziya Rashid ma arabskie rysy, czarne włosy sięgające do ramion. Jej skóra jest koloru karmelowego, a oczy bursztynowego. Jak zwykle, oczy miała podkreślone kohlem* . Na jej szyi wisiał skarabeusz. - Znak, że jest okiem słonecznego boga, Ra. Jedyną zmianą było jej spojrzenie. Nie ciepłe, bystre i niebezpieczne. Były czystą pogardą.
- Och, cześć Carter! - Powiedziała jadowitym tonem.
- Ziya? Co się stało?
- Nic! - Krzyknęła zirytowana. - Nie lubię cię i tyle. Jesteś magiem niecałe dwa lata, ja trenowałam od dzieciństwa. Jesteś okiem Horusa, a ja samego Ra. Ty jesteś "Faraonem" - Na to słowo, zrobiła cudzysłowów w powietrzu. - A ja, podrzędnym magiem. - Prychnęła. - Pewnie powstanie Apopisa to była jedna wielka ściema!
- Co ci się stało? - Spytałem. - Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałaś! Po co zostałaś moją dziewczyną? - Gdy to powiedziałem, jej postać na chwilę zamigotała. Rozmawiałem z Die, jedną ze strażniczek.
- Próbowałam poznać twój sekret! - Chwyciła różdżkę do ręki. - Skoro naprawdę jesteś taki silny, przejdź przez tą przepaść bez pomocy Horusa! - Otchłań dzieląca nas od wejścia się powiększyła. Jedyne przejście na drugą stronę spadło w ciemność. Nasłuchiwałem dźwięków uderzenia w dno. Minęła minuta, dwie, nic nie słyszałem.
- Felix... - Mruknęła Ziya, a raczej Die. - Zawsze lubiłam tego chłopca. A najbardziej jego... Pingwiny!
Zgadnijcie, co się wtedy stało? Pojawiły się pingwiny. Setki pingwinów. Małe nieloty zaczęły mnie dziobać i spychać w stronę przepaści, a ja nie miałem serca po nich przechodzić, chociaż wiedziałem, że to iluzja. Byłem w kropce. Jedyne przejście na drugą stronę zniknęło. Byłem magiem bitewnym, więc nie znalem zaklęcia, które przeniosłoby mnie na drugiej stronę. Chyba ,że... Próbowałem się przemienić w sokoła. Nie podziałało. Sadie mogła to zrobić podczas próby! Dlaczego ja nie!?
- Głupi Carter, jak ja go nie lubię... - Podśpiewywała Ziya i znowu zamigotała.Od przepaści dzieliło mnie pół metra.
Czyli ona mnie nie lubi? Wpadłem na pomysł.
- Sorry, Felix. - Mruknąłem i skoczyłem najdalej jak mogłem.
Moja stopa natrafiła na jednego z nielotów i rozległo się obrzydliwe trzask. Stłumiłem odruch wymiotny i zrobiłem kolejnego susa. Stałem tuż przed zamaskowaną boginią. Tego nie da się rozwiązać siłą. Chyba.
- Nienawidzisz mnie? - Spytałem, ignorując dzioby masakrujące moje nogi. - Bo ja cię kocham!
- Odsuń się! - Syknęła w odpowiedzi, ale ja tylko podszedłem bliżej. Dzieliło nas 10 centymetrów.
- Pamiętasz, jak zabrałem cię do Centrum Handlowego? - Zdawałem sobie sprawę, że nie rozmawiam z moją dziewczyną, ale uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - Pierwszy raz byłaś na prawdziwych zakupach.
- Co ty zamierzasz? - Syknęła.
- Dowodu, naprawdę jesteś Ziyą Rashid! - Odpowiedziałem. - Nawet jeśli tak naprawdę mnie nie lubisz, dla ciebie zrobię wszystko i przejdę przez tą przepaść. Ale musisz udowodnić, że to naprawdę ty.
- Niby jak? Wygląd ci nie wystarczy?
- "Udawałaś", że mnie kochasz i zdarzało nam się całować. - Wyjaśniłem i zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Udawałem pewność siebie, ale serce mi łomotało. - Jeśli jesteś Ziyą, nie zaszkodzi ci zrobić tego jeszcze raz!
- NIE!!!! - Wrzasnęła strażniczka, a mnie odrzuciło na sam skraj przepaści.
Bogini zdjęła przebranie. Jej czarne włosy, upięte w kojarzącą się z Japonią fryzurę, najeżyły się jak u wściekłego kota. Złote oczy zdawały się topić od ognia, który w nich płonął.
- Chyba posunąłem się za daleko... - Pomyślałem, kiedy Die uniosła swój bicz. Moje nędzne życie uratowała jej... druga połowa? Nie, to dziwnie brzmi. Chodziło mi o Noctis.
- Stój! - Krzyknęła. Widać, że Die jest ta władcza i samolubna, a ona ta mądra z (minimalnie) lepszym charakterem. - On myślał, że tak należy wykonać tą próbę!
- On kieruje iluzjami! - Usłyszałem, jakby daleka śmiech mojej siostry. - Carter, czy ty jesteś Niezgodny**?
- Można to tak nazwać. - Odparła Die, trochę uspokojona. - Znalazł inny sposób na przejście próby, ale czemu akurat takie?
- Może się za nią stęskniłem... - Przywołałem w głowie obraz jej twarzy. Piękna i niebezpieczna. "Królowa Nefertiti z wysokimi kościami policzkowymi i ustami w wiśniowym kolorze***."
- Bo wiesz, tam w dole były niewidzialne drągi. Powinieneś... - Noc zaczęła mi wyjaśniać, jak powinienem przejść na drugi koniec przepaści. Mój mózg się wyłączył przy drugim zdaniu. A co, jeśli Ziya naprawdę tak o mnie myśli?
- Ej, marzycielu! - Sadie, która pojawiła się znikąd machała mi ręką przed twarzą. - Drzwi na nas czekają.
--------------------------------------
* kohl - Staroegipska "kredka do oczu".
** Niezgodny - Niedawno czytałam "Niezgodną" (taak, dopiero wczoraj skończyłam). Niezgodny to człowiek, który charakterem pasuje do kilku z pięciu frakcji. Ma on pewną władzę nad symulacjami.
*** "Królowa Nefertiti z wysokimi kościami policzkowymi i ustami w wiśniowym kolorze" - Tak Carter czasami opisywał Ziyę.
Gdy zemdlała, nasza "klatka" zniknęła, a my spadliśmy z wysokości dwunastu metrów. Tylko magia strażniczek pozwoliła nam przeżyć ten upadek. Opadliśmy na mgłę i ocuciliśmy moją siostrę. Kiedy była już w stanie używalności, przeszliśmy przez te dziwne drzwi.
Najbardziej zdziwiło mnie miejsce próby. Nie widziałem żadnego latającego pudełka, w którym byłaby reszta. Nie widziałem i nie słyszałem ich.
Ale była moja dziewczyna.
Ziya Rashid ma arabskie rysy, czarne włosy sięgające do ramion. Jej skóra jest koloru karmelowego, a oczy bursztynowego. Jak zwykle, oczy miała podkreślone kohlem* . Na jej szyi wisiał skarabeusz. - Znak, że jest okiem słonecznego boga, Ra. Jedyną zmianą było jej spojrzenie. Nie ciepłe, bystre i niebezpieczne. Były czystą pogardą.
- Och, cześć Carter! - Powiedziała jadowitym tonem.
- Ziya? Co się stało?
- Nic! - Krzyknęła zirytowana. - Nie lubię cię i tyle. Jesteś magiem niecałe dwa lata, ja trenowałam od dzieciństwa. Jesteś okiem Horusa, a ja samego Ra. Ty jesteś "Faraonem" - Na to słowo, zrobiła cudzysłowów w powietrzu. - A ja, podrzędnym magiem. - Prychnęła. - Pewnie powstanie Apopisa to była jedna wielka ściema!
- Co ci się stało? - Spytałem. - Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałaś! Po co zostałaś moją dziewczyną? - Gdy to powiedziałem, jej postać na chwilę zamigotała. Rozmawiałem z Die, jedną ze strażniczek.
- Próbowałam poznać twój sekret! - Chwyciła różdżkę do ręki. - Skoro naprawdę jesteś taki silny, przejdź przez tą przepaść bez pomocy Horusa! - Otchłań dzieląca nas od wejścia się powiększyła. Jedyne przejście na drugą stronę spadło w ciemność. Nasłuchiwałem dźwięków uderzenia w dno. Minęła minuta, dwie, nic nie słyszałem.
- Felix... - Mruknęła Ziya, a raczej Die. - Zawsze lubiłam tego chłopca. A najbardziej jego... Pingwiny!
Zgadnijcie, co się wtedy stało? Pojawiły się pingwiny. Setki pingwinów. Małe nieloty zaczęły mnie dziobać i spychać w stronę przepaści, a ja nie miałem serca po nich przechodzić, chociaż wiedziałem, że to iluzja. Byłem w kropce. Jedyne przejście na drugą stronę zniknęło. Byłem magiem bitewnym, więc nie znalem zaklęcia, które przeniosłoby mnie na drugiej stronę. Chyba ,że... Próbowałem się przemienić w sokoła. Nie podziałało. Sadie mogła to zrobić podczas próby! Dlaczego ja nie!?
- Głupi Carter, jak ja go nie lubię... - Podśpiewywała Ziya i znowu zamigotała.Od przepaści dzieliło mnie pół metra.
Czyli ona mnie nie lubi? Wpadłem na pomysł.
- Sorry, Felix. - Mruknąłem i skoczyłem najdalej jak mogłem.
Moja stopa natrafiła na jednego z nielotów i rozległo się obrzydliwe trzask. Stłumiłem odruch wymiotny i zrobiłem kolejnego susa. Stałem tuż przed zamaskowaną boginią. Tego nie da się rozwiązać siłą. Chyba.
- Nienawidzisz mnie? - Spytałem, ignorując dzioby masakrujące moje nogi. - Bo ja cię kocham!
- Odsuń się! - Syknęła w odpowiedzi, ale ja tylko podszedłem bliżej. Dzieliło nas 10 centymetrów.
- Pamiętasz, jak zabrałem cię do Centrum Handlowego? - Zdawałem sobie sprawę, że nie rozmawiam z moją dziewczyną, ale uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - Pierwszy raz byłaś na prawdziwych zakupach.
- Co ty zamierzasz? - Syknęła.
- Dowodu, naprawdę jesteś Ziyą Rashid! - Odpowiedziałem. - Nawet jeśli tak naprawdę mnie nie lubisz, dla ciebie zrobię wszystko i przejdę przez tą przepaść. Ale musisz udowodnić, że to naprawdę ty.
- Niby jak? Wygląd ci nie wystarczy?
- "Udawałaś", że mnie kochasz i zdarzało nam się całować. - Wyjaśniłem i zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Udawałem pewność siebie, ale serce mi łomotało. - Jeśli jesteś Ziyą, nie zaszkodzi ci zrobić tego jeszcze raz!
- NIE!!!! - Wrzasnęła strażniczka, a mnie odrzuciło na sam skraj przepaści.
Bogini zdjęła przebranie. Jej czarne włosy, upięte w kojarzącą się z Japonią fryzurę, najeżyły się jak u wściekłego kota. Złote oczy zdawały się topić od ognia, który w nich płonął.
- Chyba posunąłem się za daleko... - Pomyślałem, kiedy Die uniosła swój bicz. Moje nędzne życie uratowała jej... druga połowa? Nie, to dziwnie brzmi. Chodziło mi o Noctis.
- Stój! - Krzyknęła. Widać, że Die jest ta władcza i samolubna, a ona ta mądra z (minimalnie) lepszym charakterem. - On myślał, że tak należy wykonać tą próbę!
- On kieruje iluzjami! - Usłyszałem, jakby daleka śmiech mojej siostry. - Carter, czy ty jesteś Niezgodny**?
- Można to tak nazwać. - Odparła Die, trochę uspokojona. - Znalazł inny sposób na przejście próby, ale czemu akurat takie?
- Może się za nią stęskniłem... - Przywołałem w głowie obraz jej twarzy. Piękna i niebezpieczna. "Królowa Nefertiti z wysokimi kościami policzkowymi i ustami w wiśniowym kolorze***."
- Bo wiesz, tam w dole były niewidzialne drągi. Powinieneś... - Noc zaczęła mi wyjaśniać, jak powinienem przejść na drugi koniec przepaści. Mój mózg się wyłączył przy drugim zdaniu. A co, jeśli Ziya naprawdę tak o mnie myśli?
- Ej, marzycielu! - Sadie, która pojawiła się znikąd machała mi ręką przed twarzą. - Drzwi na nas czekają.
******
Nico
(Rozmowa podczas próby Cartera)
Od jakiegoś czasu chciałem jej zadać to pytanie.
- Alice, co będziesz robiła, gdy ta misja się skończy? Wrócisz do normalnego życia i będziesz jeździła do obozu tylko w lato?
- Chyba nie. - Odpowiedziała. - Mieszkałam w rodzinie zastępczej. Byli dla mnie mili, ale w obozie czuję się lepiej. Jeśli przeżyjemy, zamieszkam w nim na stałe. - Oparła się o niewidzialną ścianę, nasze ramiona były centymetr od siebie oddalone. - Gdy skończę osiemnastkę, wezmę przykład z Percy'ego i Annabeth i zamieszkam w Nowym Rzymie. Sama, lub z kimś.
Sama, lub z kimś - Poczułem ciepło na sercu. Miałem nadzieję, że tym kimś będę ja.
--------------------------------------
* kohl - Staroegipska "kredka do oczu".
** Niezgodny - Niedawno czytałam "Niezgodną" (taak, dopiero wczoraj skończyłam). Niezgodny to człowiek, który charakterem pasuje do kilku z pięciu frakcji. Ma on pewną władzę nad symulacjami.
*** "Królowa Nefertiti z wysokimi kościami policzkowymi i ustami w wiśniowym kolorze" - Tak Carter czasami opisywał Ziyę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz