piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział XI

Rozdział XI
Alice


Transportem zorganizowanym przez rodzeństwo magów, okazała się ciężarówka, której właściciel zgodził się nas podwieźć. Dobra wiadomość była taka, że jechaliśmy w pustej przyczepie, dzięki czemu mogliśmy porozmawiać bez świadków. Wadą było to, że nad nami była rozgrzana blacha. Na szczęście, albo i nie, słońce zbliżało się ku zachodowi i nie będzie nam tak gorąco.


Szliśmy w stronę właściciela naszego środku transportu - Przysadzistego Brazylijczyka w wieku około czterdziestu pięciu lat.


- Dzień Dobry. -  Przywitał się mężczyzna. - Wsiadać... Można. - Powiedział łamanym angielskim i wpuścił nas do środka.


Musieliśmy radzić sobie bez pasów. Trochę się tym martwiłam, ale z pomocą Nica (pamiętajcie o mojej ranie na plecach) usadowiłam się w koncie ciężarówki.


- Co powiecie na jakąś zabawę integracyjną? - Spytała Sadie, szczerząc się jak wariatka. - Naprzyklad 7 Second Challange?


- Co? - Spytałam jednocześnie z synem Hadesa.


- Ach... No tak... - Westchnęła teatralnie. - Zapomniałam, że wy raczej nie możecie korzystać z telefonów. Zasady są proste: Aplikacja losuje wam zadanie i musicie je wykonać w siedem sekund. Za każde wykonane zadanie zdobywacie punkty. Osoba z największą liczbą punktów wygrywa.


- Niech będzie.... - Powiedziałam powoli. Sadie miała taką minę, jakby dokladnie wiedziała, kto co wylosuje.


- Więc usiądźmy w kole. - Zażądała. Usadowiłam się między nią a Nico. - Jakie mam dać wam nazwy?


- Zwykłe imiona! - Odpowiedziałam z Carterem i Nico jednocześnie. Blondynka wyszczerzyła się jeszcze bardziej i zaczęła coś pisać na klawiaturze.


- PAN WIKIPEDIA DO BOJU! - Ryknęła. - Udawaj, że rodzi się w tobie alien! Start za trzy, dwa...


- STOP! - Zaprotestował Carter. - Miały być zwykle imiona!


- Było by za nudno. Dobra. Zaczynasz za trzy, dwie, jedną...


- Mam swoją godność. - Stwierdził jej brat i założył ręce na klatkę piersiową.


- Słabo... - Mruknęła jego siostra, gdy zabrzmiał sygnał oznaczający koniec czasu. Kliknęła czerwoną "łapkę w dół" i podała mi telefon. - Teraz czas na Króla Upiorów. Ty czytasz.


- Pocałuj... - Zaczęłam, a moje policzki przybrały barwę pomidorów. - ... Osobę trzymającą telefon...


- Pierwszy raz spotykam się z takim zadaniem. - Stwierdził Carter


- Bracie. Mieszkamy z pawianem. Pawiany to święte zwierzęcia Thota. Mamy u niego wtykę. Myślisz, że trudno było go przekonać do drobnego zmodyfikowania programu?


- N... No nie.


- Właśnie. - Stwierdziła blondynka. - Mogę już włączyć timer? Przecież już raz ją pocałowałeś!


- ŻE CO? NIC NIE PAMIĘTAM! - Wrzasnęłam.


- Bo... Ten.... - Nico podrapał się po karku, czerwony bardziej niż ja. - Podczas twojej próby... Wymówiłem cię z tej rzeki... Martwiłem się... Trochę mnie poniosło.


- Ka-bum! - Mój mózg eksplodował, a serce próbowało wyrwać się z mojej piersi. Przypomniałam sobie te muśnięcie na wargach, kiedy syn Hadesa wyciągał mnie z iluzji Kokytosu. Uznałam to za iluzję lub wybryk mojej i tak zwariowanej wyobraźni. A jednak...

- My tu sobie gadamy, a mieliście się całować. - Przypomniała Sadie. - Nie ma odwrotu. Nico ma całować Alice przez CO NAJMNIEJ siedem sekund! Start za trzy, dwa...


Nico gwałtownie przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Jego wargi obejmowały moją dolną. Moje serce fiknęło koziołka. Zapominając o obserwującym nas rodzeństwie, zarzuciłam mu ręce na szyję i oddałam pocałunek. Czułam jego ręce w swoich włosach. Jego oddech rozwiewał pojedyncze, rude kosmyki. Przez chwilę zapomniałam, że to tylko przez wyzwanie...


- Koniec! - Zasygnalizowała Sadie, ale oderwanie się od siebie zajęło nam jeszcze dziesięć sekund. - Zaliczamy! Jakby tu was nazwać.... Jeffangelo brzmi calkiem nieźle! A może, Alico?


- Czy... - Syn Hadesa spojrzał na mnie pytająco.


- Tak. Prawdopodobnie odwzajemniłam pocałunek. - Stwierdziłam, ukrywając twarz za swoimi rudymi włosami. - I prawdopodobnie mi się podobało.


Popatrzył na mnie chwilę, po czym wyszeptał mi coś do ucha:


- Mi też się podobało. - Moja dusza uleciała w powietrze. - Gramy dalej?


******


Nico


Zadanie dla... - Zacząłem czytać. SADIE, TY...!


- O co chodzi? - Alice pochyliła się nad ekranem i przeczytała napis: "KOCHANKA UPIORA, DO BOJU!". Zażenowany, ukryłem twarz w dłoniach.


- Wspaniała jestem w wymyślaniu nazw, no nie? - Wyszczerzyła się Sadie. - Czytaj!


Kliknąłem "GRAJ".


- Udaj pięć pozycji do "selfie"? - Przeczytałem. - O co w tym chodzi?


- Na tron Ra, jak wy żyjecie bez telefonów i Internetu? To jest selfie.


Wyrwała drugi telefon brata i zrobiła sobie z nim zdjęcie.


- Fajnie wyszło. - Stwierdziła. - Dam to na Snapchata.


- Zostaw! - Wrzasnął Carter i próbował odebrać siostrze swoją własność. Dziewczyna się wywinęła.


- Za późno! - Wystawiła mu język i pokazała nam zdjęcie. Blondynka "rzygała tęczą", a jej brat wyglądał jak zmęczony życiem dalmatyńczyk. W rogu było coś, co przypominało mi kupę. Nie wiem, nie znam się na wynalazkach z tego stulecia. Nie wiem nawet, jak się nazywają te minki i obrazki. Emonki?


- #Selfiezbratem, #Cartertonudziarz, #Pieseł, #Żygamtęczą, #KochamAnubisa, #IWaltateż, #Lubięplacki, #Namisji, #Nwm - Przeczytała Sadie z uśmiechem.


- Po co dajesz tyle hashtagów? - Jęknął jej brat.


- Żeby dużo ludzi zobaczyło naszą rodzinną fotkę. Twój rekord like'ów to zero, a oprócz mnie nie masz żadnych followersów. Ziya nie ma Snapchata ani Facebooka, a mama i tato nie mają zasięgu w podziemiu. Ktoś musi ratować honor rodziny. - Wytłumaczyła. Wiesz co, Alice? Zrób te pięć pozycji do selfie tracimy czas.


- Jasne. - Odpowiedziała córka Hekate i trzymała przed sobą rękę, jakby trzymała w niej telefon i robiła śmieszne miny. Nie widziałem sensu w tych całych "selfie", ale nawet przy takiej czynności patrzyłem na nią rozanielony.


- Dobra. Teraz ty czytasz... Mi.


******


Sadie miała udawać jednorożca, a Carter zatańczyć "kaczuszki". Mimo tego, że przyczepa cały czas się trzęsła na wertepach, lekko speszony wykonał polecenie. Nagle, ciężarówka stanęła, a w wejściu stanął nasz kierowca.


- Jesteśmy... Spojrzał na Cartera, z rękami wygiętymi w "skrzydełka" i wypiętym "kuperkiem". Momentalnie, wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Tak, ja też. Śmiałem się z takiej głupoty. Po akcji z Alice zaczynałem odzyskiwać humor stracony po śmierci Bianki. Niby to tylko z powodu wyzwania...


- Sadie... - Zwróciłem się do blondynki, kiedy córka Hekate płaciła kierowcy. - Ja... Dziękuję?


- Dla Jeffangelo, nie ma za co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz