Rozdział XII
Alice
Był już wieczór.
Zmartwieni szybkim upływem czasu, z ciężkim sercem wynajęliśmy kolejny hotel. Dla bezpieczeństwa, zamknęliśmy się na klucz i ustaliliśmy, że wszędzie będziemy chodzić co najmniej w dwie osoby.
Przez moją ranę miałam mały problem z kąpielą, ale udało mi się samodzielnie obmyć. Założyłam moją koszulę nocną i poszłam do sypialni dziewczyn. Westchnęłam i położyłam się na moim łóżku, szczelnie opatulając się kołdrą.
- Alice? - Spytała Sadie, patrząc na coś w telefonie.
- Mhm?
- Jak to jest być herosem?
- Eee... - Zamyśliłam się. - Pierwsze siedem lat życia spędziłam, będąc pewna, że moja matka mnie opuściła. Potem, ktoś zabił mojego tatę. Od dziesiątego do czternastego roku życia, mieszkałam z rodziną Grant. Zmagałam się z moją dysleksją i ADHD, oraz złośliwymi komentarzami pewnej córki Jupitera. Pewnego dnia wybuchłam klasę od chemii i prawie zostałam zjedzona przez cyklopa. A potem Nico Di Angelo z buta wjechał i mnie uratował. Nie zdążyłam się nawet zadomowić w obozie, a już dostałam misję. Resztę historii znasz.
- Nom. - Mruknęła - Dobra, idę się umyć. Branoc.
- Dobra... *ziewnięcie* Nyks... - Otuliłam się kołdrą i odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
******
Zobaczyłam może sześcioletnią wersję siebie, walczącą na drewniane miecze z nieco starszym brunetem. Piszczałam z radości za każdym razem, kiedy udało mi się odeprzeć jego atak.
- Nigdy mnie nie dogonisz, Alabasterku! - Krzyknęłam i cała rozchichotana, zaczęłam biegać po ogródku.
Chłopiec uśmiechnął się od ucha do ucha i ruszył w ślad za mną.
- Jeszcze cię dogonię, siostrzyczko!
******
- SIOSTRZYCZKO!? - Wrzasnęłam, zrywając się z łóżka. Czy to był Alabaster? Przecież ja go wcześniej nie znałam!
No i dlaczego nazwał mnie siostrzyczką?
- Pewnie dlatego, że jest synem Hekate. - Szepnęłam sama do siebie. Niedobrze, robię się chora psychicznie. - Przecież pamiętałabym rodzonego brata, nie?
- Co się stało, Alice?! - Spytał Nico, wpadając do pokoju, budząc przy tym Sadie.
- Miałam dziwny sen. - Odparłam. - Nie zły! - Dodałam, widząc jego minę.
- To dlaczego krzyczałaś?
- No... Bo to było wspomnienie, którego nie pamiętałam. Powróciło wraz z nadejściem snu. Byłam poprostu zaskoczona.
Odetchnął z ulgą.
- A już się bałem. Weź kobieto nie strasz.
- Nie chcę wam przerywać kółka wzajemnej adoracji... - Ziewnęła Sadie, przeciągając się na swoim łóżku. - ...Ale to pokój dziewczyn. A ja mogę chcieć się przebrać.
Poczekałam aż Nico wyjdzie, i podjęłam próbę założenia chociażby stanika. Ale nie... Moja dziura w plecach nie ułatwiała sprawy, więc musiałam poprosić oko Izydy o pomoc.
- Kiedyś do Nica będą takie prośby. - Zachichotała, robiąc pedominkę. Okryłam się szkarłatem, i podjęłam próby wsunięcia na siebie granatowej bluzki na ramiączka. Potem, już bez problemu wciągnęłam na siebie szorty i sandały.
Poszłam do łazienki umyć zęby i twarz, a kiedy wyszłam, Sadie była już gotowa. Chłopcy już na nas czekali. Zjedliśmy we czwórkę śniadanie, zapłaciliśmy za nocleg i ruszyliśmy w miasto.
Rozglądałam się po barwnych ulicach, szukając wzrokiem mojego przyrodniego brata. Carter trzymał przewodnik turystyczny, prowadząc nas do statuy Jezusa, Sadie słuchała muzyki, a Nico, szedł w ciszy, czasami ratując mnie przed stratowaniem przez innych turystów.
- Jesteśmy. - Powiedział Carter, zatrzymując się. Patrzyłam z dołu na ogromną statuę, wysoką nie mniej niż Atena Partenos. Przy jego stopie siedziały dwie osoby - Howard Claymore i wysoki brunet, z twarzą pokrytą piegami. Ten drugi patrzył na mnie z mieszaniną niedowierzania i radości.
- Alice! - Krzyknął i złapał mnie w objęcia. Byłam taka zaskoczona, że nawet nie zdołałam zaprotestować. - Alice? Siostrzyczko? Pamiętasz mnie?
- Nie...? - Wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam się wycofywać. Wpadłam na Nico. Złapał mnie za ramiona i pochylił się nad moim uchem.
- Daj mu wytłumaczyć. - Wyszeptał i powrócił do poprzedniej pozycji.
- Ja.. - Zaczęłam powoli. - Wiem, że tak jak ja jesteś dzieckiem Hekate. Ale to nie znaczy, że musisz mnie przytulać. Tak poza tym, to skąd znasz moje imię?
- Nie pamiętasz? - Westchnął. -Twój tata mnie adoptował.
To tłumaczy mój sen. - Pomyślałam. - Ale dlaczego nie mam z nim żadnych wspomnień?
- Dlaczego ja cię nie pamiętam? - Spytałam. - Jak mam ci uwierzyć, kompletnie cię nie pamiętając!?
- Gdy miałaś sześć lat, a ja osiem, mama mnie zabrała i zaczęła szkolić do wojny Tytanów. Przewidziała ją na długo przed rozpoczęciem. Pewnie użyła mgły, abyś mnie nie pamiętała i mogła jak najdłużej cieszyć się życiem śmiertelnika.
- Ale tego, co się stało rok później, już nie przewidziała! - Warknęłam w ataku złości. - NIE RACZYŁA OCHRONIĆ TATY PRZED ŚMIERCIĄ!
- C-Co?
- To prawda. - Usłyszałam kobiecy głos. - Alabasterze, Michael Jeffy został zamordowany rok po twoim odejściu. Nie ochroniłam go. Nie ochroniłam waszego ojca, tak jak Hades nie Marii Di Angelo. Całą moc wykorzystałam na zamaskowanie półboskiego zapachu Alice.
- M... Matko? - Zdziwił się chłopak. - Dlaczego twoje włosy są białe, nie czarne?
- To jedna z niewielu rzeczy, którą mój Rzymski akcept różni się od Greckiego, synu.
- Czekaj! Ja zawsze cię widziałam w białych włosach! Czyli... - W moim mózgu narodziła się zwariowana myśl. - Że ja nie jestem córką Hekate, tylko Trywii!?
- Dokładnie.
- Ale podobno czuć ode mnie Grecką aurę!
- To moja zasługa. - Odparła bogini. - Aby wypełnić przepowiednię, musiałaś trafić do obozu Herosów i spotkać Nico Di Angelo.
- Kolejne kłamstwo. - Warknęłam. - Najpierw przez czternaście lat, wszyscy ukrywają przede mną moje prawdziwe pochodzenie. Okazało się, że mam brata, i nic kompletnie o nim nie pamiętam, a teraz się okazuje, że jestem Rzymianką. Tego już za wiele!
Odbiegłam od zgromadzenia. Musiałam to przemyśleć.
******
NICO
Chciałem pobiec za Alice, ale Heka... Znaczy Trywia złapała mnie za ramię.
- Daj mojej córce ochłonąć. Dobrze wiem, jakim uczuciem ją darzysz. I ostrzegam cię. Jest moją ulubioną córką, i rozkazuję ci nie odstępować jej nawet na krok. Nie licząc tego momentu. Jeśli ją skrzywdzisz, przemienię cię w łasicę.
- D-Dobrze. - Przełknąłem głośno ślinę.
- Teraz macie przekonać mojego syna do współpracy. Zgodzi się jedynie dla dobra siostry. Nigdy nie pomoże Olimpijczykom ze względu na nich. Claymore powinien wam w tym pomóc. A teraz, ruszajcie, by przeciwstawić się siłom Chaosu.
Na te słowa, zniknęła.
Fajnie. Oprócz potworów, mam teraz na głowie boginię, która mnie zabije, jeśli jej córce włos z głowy spadnie.
******
ALICE
Siedziałam na randomowej ławce w środku nieznanego miasta. Musiałam ochłonąć. Nie dość, że straciłam wspomnienia o Albasterze, to jeszcze się okazało, że jestem córką Trywii, a nie Hekate. Czy to znaczy, że nie powinno mnie tu być? Hades wyraźnie zaznaczył, że Nico ma wyruszyć z córka HEKATE. A może, powiedział tak dlatego, bo był w greckiej formie, i gdyby był w Rzymskiej, powiedziałby, że Trywii?
Tysiące pytań kłębiło się w mojej głowie. Chciałam zasnąć, zanurzyć się w Lete, zrobić cokolwiek, żeby pozbyć się tego natłoku myśli.
- Co się stało? - Usłyszałam dziewczęcy głos. Obok mnie usiadła wysoka, na oko szesnastoletnia japonka z heteronomią. Jedno oko było złote, a drugie srebrne. Te oczy mi przypominały...
- Jesteś córką Praesidio? - Wypaliłam i od razu tego pożałowałam. A co, jeśli to jednak śmiertelniczka? Jak to wytłumaczę?
- Skąd wiesz? - Dziewczyna zaczęła nerwowo bawić się swoimi czarnymi jak heban włosami.
- Jestem Alice Jeffy, córka Heka... Znaczy Trywii. Jestem na misji i razem z przyjaciółmi spotkaliśmy twoją... Twoje...
- Mów o nich w liczbie pojedynczej. - Rozkazała. Bo to brzmi, jakbym narodziła się ze związku dwóch kobiet. A one były jednością, kiedy spotkały mojego ojca. No i... Wiesz.
- Lepiej nie poznawać boskiego sposobu rozmnażania. - Mruknęłam, nieco rozbawiona własnymi słowami. - Jak się nazywasz?
- Miura. - Odpowiedziała. - Amane Miura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz