Rozdział XIII
Nico
Od godziny próbowaliśmy przekonać Alabastera, aby pomógł nam w naszej misji. Tak właściwie, to Carter i Sadie próbowali, a Claymore co jakiś czas dorzucał swoje trzy grosze. Ja straciłem cierpliwość pięćdziesiąt dziewięć minut temu. Chodziłem w w tą i spowrotem, a moje myśli krążyły wokół rudowłosej córki Trywii.
- Moooogę jej poszukać? - Oczy kota ze Shreka. - Plosieee... - Jęczałem co chwila.
- Nie. Jeszcze się zgubisz. - Odwarknął Carter, po czym wrócił do rozmowy.
Zacząłem się cały gotować, w ziemi powstała powoli rozrastająca się szczelina.
- SŁUCHAJ! - Wrzasnąłem na syna Hekate. - Twoja zaginiona siostrzyczka odnalazła się po latach, a ty robisz wielkie halo z powodu naszej misji, bo nie widzisz niczego poza czubkiem swojego nosa! I GUZIK mnie obchodzi, że nienawidzisz olimpijczyków! Najwyraźniej nie zauważyłeś, że Alice uciekła, a jeśli ci na niej zależy, powinieneś jej teras szukać! NIE WIEM, JAK TY MASZ CZELNOŚĆ NAZYWAĆ JĄ SWOJĄ SIOSTRĄ! ZALEŻY MI NA NIEJ, WIĘC TY, JAKO JEJ BRAT TYM BARDZIEJ POWINIENEŚ SIĘ O NIĄ MARTWIĆ!!!
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, rozpłynąłem się w cień. Zapominając o ostrzeżeniach ojca.
Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Pojawiłem się w jakimś ciemnym zaułku, a po wyjściu z niego ujrzałem Alice rozmawiającą z jakąś japonką.
- I wtedy się dowiedziałam, że jestem córką Trywii... - Jęknęła Jeffy.
- Wiesz, u nas w Japonii się mówi, że włosy takie jak twoje są wyjątkowe. Powiedziała ta dziewczyna. - Są jak płomienie, zachodzące słońce. Właściciel takich włosów nie ma szans na normalnie życie, ale pozostanie znany i okryty chwałą na wieki. Czerwony to kolor przeznaczenia.
- Polemizowałabym. Poje włosy nie są czerwone... - Gwałtownie pobladła, a ta druga dziewczyna w ostatniej chwili powstrzymała ją przed upadkiem. Z przerażeniem zobaczyłem, co się stało. Przypadkowy przechodzień by tego nie zauważył, ale przez deski oparcia ławki można było zobaczyć, że krew przesiąka przez pomarańczową koszulkę. Rana musiała się otworzyć podczas ucieczki. Bandaż kompletnie przesiąknął, więc czerwień zaczęła barwić koszulkę.
- ALICE! - Wrzasnąłem, podbiegając do nastolatek. Przechodnie obracali się w moją stronę, ale nie interweniowali. Oburzała mi ich obojętność. Tajemnicza Japonka zdążyła już zauważyć źródło problemu, położyła córkę Hekate w bezpiecznej pozycji i zaczęła grzebać w plecaku. Wyciągnęła z niego gazę, bandaż i... Ambrozję. Niewątpliwie była półbogiem.
- Jesteś Nico Di Angelo? - Spytała, tamując krwawienie.
- Skąd mnie znasz!?
- Jeffy mi o tobie opowiadała. - Wskazała na rudowłosą. - Podaj jej nektar, a ja wykombinuję nosze i zabierzemy ją gdzieś, gdzie nie będzie publiczności. Nie dam rady długo utrzymać śmiertelników w nieświadomości.
Czyli to dlatego ludzie nie reagują. Jak teraz tak na to patrzę, to mgła bardzo wtedy pomogła. Zainteresowanie z ich strony tylko by nas opóźniło. Przyłożyłem butelkę z nektarem do warg Alice. Rozchyliła powieki i uśmiechnęła się słabo.
- Nico? - Spytała szeptem, a ja w odpowiedzi ścisnąłem jej rękę. Szum w moich uszach oznaczał, że mogła się wykrwawić. Powoli wlewałem do jej ust boski napój, a japonka wygrzebała z plecaka jakiś ręcznik.
- Zatamuj tym jej krwawienie. Kiedy przeniesiemy ją gdzie indziej, wymienimy jej bandaż. - Wykonałem polecenie. Tylko tyle mogłem zrobić...
***
Tajemnicza półbogini zaprowadziła mnie do motelu, który zarezerwowała na kilka dni. Tam wymieniliśmy Alice bandaże. Nie wykrwawiła się, a japonka podała jej jakiś eliksir, który uzupełniał krew. Córka Trywii szybko zasnęła, a ja poszedłem do łazienki, aby wysłać Iris-wiadomość do Cartera i Sadie. Po wielu staraniach, udało mi się wywołać tęczę za pomocą pryzmatu od nieznajomej i prysznica. Wypowiedziałem oklepaną formułkę, a przed moimi oczami ukazało się rodzeństwo magów, w towarzystwie Claymore'a i Alabastera.
- Co się stało!? - Spytał Carter. - Gdzie jesteś!?
- Znalazłem Alice. - Odparłem krótko. - Jej rana się otworzyła. Wykrwawiłaby się gdyby nie ona... - Wskazałem na japonkę. - A właśnie, jak ty się nazywasz.
- Amane Miura. - Odparła krótko. - Ale wolałabym, żebyście mówili do mnie po nazwisku, Miura. Podać wam adres motelu, w którym się znajdujemy?
- Tak. - Potwierdziła Sadie. - Musimy się pospieszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz