Rozdział XIV
Alice
Krople dżdżu rytmicznie uderzały o okna, kiedy przebudziłam się za snu.
Słyszałam odgłosy rozmowy. Otworzyłam oczy i ujrzałam Amane.
- Obudziła się! - krzyknęła do reszty i pomogła mi usiąść. Przed oczami pojawiły mi się mroczki.
- Wypij trochę nektaru, jest na szafce nocnej.
Drzącymi rękami sięgnęłam po szklankę i wzięłam łyka boskiego napoju, który dla mnie smakował jak... Płynna szarlotka.
- Co się właściwie... - dotknęłam miejsca, gdzie powinnam mieć dziurę w plecach, ale wyczułam tylko gładką skórę. - Jak to się stało!?
- Zawdzięczasz Ama... Znaczy Miurze życie. - wyjaśnił Alabaster. - Podała ci eliksir uzupełniający krew i posmarowała plecy jakąś maścią, po której twoja rana zabliźniła się w pięć minut, a zniknęła po kolejnych trzech.
- Łał, dzięki! - uśmiechnęłam się do japonki, ale ona tylko machnęła ręką.
- Gdy miałam osiem lat zaczęłam się uczyć zielarstwa od pewnego leśnego Youkai, którego przysłała do mnie matka.
- A tak w ogóle, gdzie jest Nico?
- Bu! - krzyknął w tym samym momencie syn Hadesa, pojawiając się tuż za moimi plecami. Pisnęłam i podskoczyłam odwracając się jednocześnie, co poskutkowało tym, że upadłam na plecy. Na szczęście na całkiem miękki dywan. Nico wybuchnął śmiechem.
- Ty.... - warknęłam, mierząc w niego poduszką ściągniętą z łóżka, ale uśmiechałam się szeroko. Syn Hadesa wyglądał słodko, kiedy się śmiał. Nazwisko Di Angelo idealnie do niego pasowało.
Chimera jasna, o czym ja w ogóle myślę!?
- Wiem, że fajnie się bawicie, ale mamy jakieś... - Sadie zaczęła liczyć coś na palcach. Pewnie tak jak ja (od aut - I ja XD) straciła rachubę czasu - Trzy dni do końca terminu? Po jutrze musimy pokonać tego całego Pytona.
- A znaleźliście przewodnika? Wolałabym przynajmniej do czasu dojścia do świątyni mieć jakiegoś śmiertelnego przewodnika, który uratuje nas przed zwierzętami, których nie zabijemy przy pomocy Niebiańskiego Spiżu i Cesarskiego Złota.
- Tak, kiedy tu szliśmy, wypytywaliśmy miejscowych. - potwierdził Carter. - Wzięliśmy wizytówkę od mężczyzny, który przedstawił się jako pan Alarico Belasco. Claymore może grać naszego opiekuna prawnego.
- A właśnie, gdzie on jest?
- Schowałem go.
- Jak to!?
- Nie martw się sis. Kiedyś nauczę cię panowania nad mgielnikami. A teraz idź do łazienki się ogarnij.
- Okej... - mruknęłam i sięgnęłam po mój plecak, obok którego leżał miecz. Wyciągnęłam kosmetyczkę, świeżą bieliznę, ubranie i torbę na brudy i poszłam do łazienki.
Rozebrałam się, stanęłam przed lustrem i ujrzałam koszmar.
Podczas misji musiałam schudnąć co najmniej trzy kilo. Ciało miałam posiniaczone i brudne. Byłam blada i miałam cienie pod oczami. Włosy były rozczochrane i mocno przetłuszczone.
Pierwszy raz na poważnie przejęłam się swoim wyglądem. Naprawdę potrzebuję się ogarnąć.
******
Prysznic podziałał na mnie jak ambrozja na boga.
Wyszłam z łazienki ubrana w top w barwach moro i piaskowe rurki. Umyte i porządnie rozczesane włosy upięłam w kuca.
- Widzę, że w końcu wyszłaś. - stwierdził Alabaster i rozczochrał moje włosy. Spiorunowałam go wzrokiem, ale kątem oka zobaczyłam Nico. Czy on się... Ślinił!?
- Te, Upiór! - przywołała go do porządku Sadie, dając mu kuksańca w bok. Syn Hadesa podskoczył i zaczerwieniony zaczął wycierać usta rękawem swojej czarnej bluzy.
- Miura ma dla ciebie niespodziankę. - powiedział, chcąc odwrócić uwagę od swojego zachowania. Udało mu się. Spojrzałam pytająco na Japonkę.
- Miecz może ci trochę przeszkadzać, więc schowałam go do tego pierścienia. - to mówiąc, podała mi gruby, złoty pierścień z zielonym klejnotem. - Musisz nacisnąć ten szmaragd i przeobrazi się w miecz.
Wypróbowałam to. Po chwili, w mojej ręce spoczywał mój ukochany miecz.
- To jest super, dziękuję ci! - ledwo powstrzymałam się przed przytuleniem jej, ale przypomniałam sobie, że w Japonii jest to traktowane jak spoufalanie się.
- Nie ma za co, Jeffy-san. Kane'owie mogą przywołać swoją broń z Duat, a Alabaster może przemienić fiszkę w miecz, więc pomyślałam, że tobie i Di Angelo tez przyda się coś podobnego.
Nico wskazał znacząco na swój pierścień z czaszką.
- To kiedy ruszamy? - spytałam.
- Kiedy tylko przestanie lać. - odparł syn Hadesa.
- Zły pomysł. To przecież wilgotne lasy równikowe. - zaprotestowałam. - Jak nam się poszczęści, będzie lało do jutra. Musimy już ruszać.
- Popieram. - powiedział Carter.
- Według mnie też powinniśmy się spieszyć. - dodała Amane. - w takim razie, Kane lub jego siostra dzwonią po tego całego pana Belasco.
Czy ona naprawdę nawet do nich nie może się zwracać po imieniu!?
- Dlaczego jedziesz z nami, skoro nawet nie zwracasz się do nas po imieniu?
- Jeśli umrę, nie trafię ani do Hadesa, ani do Duat, czy chrześcijańskiego nieba. Nie trafię do Wallhalli. Nie odrodzę się, jak to wierzy większość ludzi w mojej ojczyźnie. Po prostu, moja dusza się rozpłynie. Jedyny sposób dla mnie, żeby moje istnienie i dusza nie zostały zmazane i pchnięte w niebyt, to zapisanie się w czyimś sercu jako osoba ukochana, co nigdy nie nastąpi, lub dobrowolne poświęcenie się podczas ostatecznej walki, dzięki czemu zdobędę status nieśmiertelnej i stanę u boku mojej matki Praesidio na straży świata granic. Dlatego wam pomogę. Umrę, pokonując Pytona.
Wszystkich zamurowało.
- Kane, dzwoń do tego całego pana Belasco. - zarządziła czarnowłosa i jakby nigdy nic zaczęła się rozgrzewać.
Mogłam się nie pytać o powód, dlaczego nam pomaga.
******
- Która właściwie jest godzina? - spytałam, kiedy kolejna ogromna kropla uderzyła o chodnik.
- Dziewiętnasta trzydzieści osiem czasu lokalnego. - odparła Amane, patrząc w wyświetlacz swojego telefonu. Tak, ona może używać komórki i nie przyciąga potworów. - Pan Belasco powinien być za dwie minuty, bo umówiliśmy się na dziewiętnastą czterdzieści.
Westchnęłam i usiadłam na schodach prowadzących do motelu, w którym się obudziłam. Siedzieliśmy pod daszkiem i czekaliśmy na naszego przewodnika.
- Niedługo koniec. - Nico usiadł obok mnie, kładąc swoją dłoń na mojej. Zarumieniłam się, ale nie cofnęłam ręki.
- Mam nadzieję, że wszyscy przeżyją. - powiedziałam. - Ty, ja, Carter, Sadie, Alabaster i Amane...
- Wiesz, że zabiłaby cię, gdyby usłyszała, że mówisz o niej po imieniu? - znacząco wskazał na Japonkę, która wygrzebała z torby jakąś mangę i zaczęła czytać od końca.
- Mangi czyta się od prawej strony. - wyjaśniła widząc moje zdziwienie i wróciła do lektury.
Pozwoliłam sobie na chwilę rozluźnienia i delikatnie oprałam głowę na jego ramieniu. Ku mojemu zdziwieniu nie protestował, więc rozluźniłam mięśnie i zmieniłam pozycję na nieco wygodniejszą. Objął mnie prawą ręką w talii.
Magię chwili zniszczyło trąbienie.
Czerwona jak burak, wstałam i nerwowo otrzepałam mój żółty płaszcz przeciwdeszczowy.
- Dobry wieczór! - z dużego, terenowego samochodu wysiadł dosyć chudy, opalony mężczyzna, witając się z dziwnym, na pewno nie portugalskim akcentem. - Jestem Alarico Belasco i będę waszym przewodnikiem!
- To chyba nie jego pierwsza wycieczka. - szepnął do mnie Nico. - Założę się, że bierze za to duże pieniądze.
- Ile płacimy? - spytała Amane.
- Pięć euro za osobę.
- Pięć euro? Przecież ja pięć jenów mogę wynająć usługi boga Yato. - mruknęła niezadowolona Japonka, a Claymore, którego przywołał Alabaster, zaczął grzebać w swoim portfelu, który tak naprawdę należał do mojego brata i wyciągnął z niego trzydzieści pięć euro.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję. A teraz, proszę wsiadać, nic nie gadać! Szybko wsiadać, drzwi zamykać!
Nieco zażenowani jego krzykami wsiedliśmy do samochodu. W samochodzie były trzy rzędy siedzeń -dwa fotele w pierwszym, cztery w drugim i trzecim. Claymore usiadł obok kierowcy, ja w drugim rzędzie przy lewym oknie, obok mnie Nico. Przy oknie od prawej siedzieli Carter i Sadie, a Alabaster i Amane zajęli cały trzeci rząd dla siebie.
Samochód ruszył w kierunku majaczących w oddali ogromnych drzew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz