Rozdział I
Alice
Tu ja Alice. Znacie mnie już z pierwszego posta. No ale zacznijmy opowiadanie.
Zdarzyło wam się jednego dnia wysadzić klasę od chemii, spotkać cyklopa, skręcić nogę w kostce i dowiedzieć się ,że twój rodzic jest bogiem? Nie? Ja tego doświadczyłam na własnej skórze.
Dzień zaczął się normalnie, rano poszłam do szkoły, dostałam tróję z Anglika, piątkę z łaciny i przeżyłam mnóóóstwo innych, nudnych lekcji. Właśnie zaczynała się chemia. Pani Philips mówiła nam jaką pracę mamy zrobić w parach. Ja jednak nie słuchałam, bo siedziałam z klasowym kujonem Benem. Nie żebym KAZAŁA mu wszystko zrobić tylko on mi nie pozwalał! Twierdził ,że woli zarobić piątkę dla nas obojga niż dać mi cokolwiek zrobić i mieć o ocenę mniej. Tak więc moją głowę mogły bez problemu zajmować moje zwariowane myśli i Greccy Bogowie. Tak, Greccy Bogowie. Czytałam dużo mitologii. Właśnie chciałam sobie w głowie przeanalizować jeszcze raz mit o Minotaurze, kiedy usłyszałam głos nauczycielki.
- Dziś popracujecie w innych parach niż zwykle. - Powiedziała po czym zaczęła rozdzielać nas po ławkach. W końcu zostałam tylko ja i... O nie! Tylko nie ona!
- a Panie usiądą tu. - Pani Philips wskazała na trzecią ławkę od okna. Niechętnie usiadłam na wskazanym miejscu.
- Mam nadzieję ,że słuchałaś. - Powiedziała moja wymarzona Para (wyczuj sarkazm). - Bo ja nie mam zamiaru kiwnąć palcem! - Poznajcie Charlotte Vigier, wkurzającą Francuzkę z wkurzającym francuskim akcentem. Miała długie, zaplecione w warkocz złote włosy, a oczy niebieskie. Na sobie zaś miała jakieś swoje markowe, super drogie, francuskie ciuszki. Mimo iż była nowa w tej szkole, czuła się jej królową. Dokuczała każdej dziewczynie, która mogła jej przeszkodzić w zdobyciu serca jakiegoś chłopaka. A ja jakimś cudem zaliczałam się do tego grona.
Zaczęłam przeszukiwać podręcznik próbując z zapamiętanych wyrywków znaleźć pracę którą kazało nam wykonać Pani Philips. Oczywiście kiedy zrobię tą całą pracę, powiem jak baaardzo Charlotte przyczyniła się do tej pracy. W którymś momencie dziewczyna nagle wyrwała mi podręcznik.
- Spróbuj może zrobić to. - Pokazała mi jedną stronę. - Chciałabym zobaczyć jak wybuchnie ci w twarz! - Dodała złośliwie, a ja zaczęłam się cała gotować. Jak pisałam, w The Sims 4 jedną z moich cech byłaby "gorąca głowa" naprawdę łatwo wpadałam w złość. "Chcesz wybuchu w twarz!? Zaraz go dostaniesz, ale niekoniecznie będzie to moja twarz" pomyślałam. Czasami mogłam wykorzystać czyjeś oczekiwania na swoją korzyść. Teraz nagięłam niewidzialną linię, tak abym ja wygrała. Mały wybuch, Charlotte nieuszkodzona, ale cała w sadzy. Tylko tyle chciałam. Powtarzam CHCIAŁAM ale stało się coś co zdecydowanie przekraczało moje oczekiwania.
Przez chwilę nie słyszałam nic oprócz ogłuszającego ryku. Płomienie. Wszędzie czarny dym. Widziałam przez niego przynajmniej tyle, że nikomu nic się nie stało, ale na Zeusa... widziałam również sylwetki oszołomionych uczniów sąsiedniej klasy. Eksplozja rozwaliła ścianę!
Wyraźnie widziałam tylko Charlotte która była tuż obok mnie. Była cała czarna, włosy sterczały jej na wszystkie strony. Wyglądała jak potwór "dobrze jej tak" To było pierwsze co pomyślałam. Ale, chwila... czy to na pewno ona? Jej oczy były czerwone jak krew, a paznokcie za długie nawet jak na nią gdy ma swoje najdłuższe tipsy. Przypominały raczej szpony. Nie, to nie była Charlotte (Trochę szkoda). Teraz zauważałam ją na podłodze. A to przede mną... to był prawdziwy potwór. Wzięłam pierwszy ciężki przedmiot - Grubie tomisko jakim był nasz podręcznik i rzuciłam w głowę potwora. Cokolwiek to było, zmieniło się w kupkę popiołu. Ale w dymie zobaczyłam coś innego. Człekokształtną, chyba z trzymetrową sylwetkę, z rogami? Wolałam nie czekać aż dowiem się co to takiego.
- WIAĆ!!! - Wrzasnęłam tylko i pociągnęłam za sobą najbliższą (fizycznie) sobie osobę - Charlotte. Coś mi mówiło ,że nawet ona nie zasługiwała na zjedzenie przez to coś (od razu wiedziałam ,że to nie człowiek, no bo widzieliście kiedyś człowieka który ma trzy metry wzrostu!?) Pociągnęłam ją za sobą. Jęczała ,żebym ją puściła ale zatrzymałam się dopiero 500 metrów od budynku szkoły i kazałam biec do domu. Zdyszana, pobiegłam jeszcze dalej. Aż zatrzymałam się w jakiejś ciemnej uliczce. Dlaczego nie pobiegłam do domu? Mam wrażenie ,że to coś poluje na mnie ale chętnie zjadłoby innych ludzi. Zaczęłam grzebać w torbie, aż znalazłam scyzoryk (Byłam Harcerką). Coś mi mówiło ,że nie sprawi się dobrze jako broń, ale lepszy rydz niż nic.
******
Po chyba dwóch minutach, usłyszałam kroki. Były one ciężkie i głośne, ale chyba ich właściciel się nie śpieszył.
- Wyjdź z ukrycia Herosko! - Powiedział straszny głos. Był zachrypnięty, niski i z dziwnym akcentem. Nagle usłyszałam jednak inny głos. Gdy tylko go usłyszałam, serce mi stanęło. Był taki ciepły, prawdziwy, znajomy...
- Córko pomóż mi!!! - Krzyknął głos Michaela Jeffy. Serce biło mi jak oszalałe. Natychmiast wstałam. I to był błąd. Nie było tu mojego taty. Przede mną stał cyklop.
Potwór był ubrany w dziany, ogrooomny, zgniłozielony, dziurawy sweter, na nogach miał coś co wyglądało jak hawajska spódniczka zrobiona z pomarańczowych i fioletowych, podartych koszulek. Miał jedno, wielkie oko, koloru krwi.
Upuściłam scyzoryk, który oczywiście spadł do ścieków. Bohaterska śmierć komandora scyzoryka.
- No i mamy jedzonko! - Krzyknął potwór tym swoim głosem. - Dawno nie jadłem jakiegoś dziecka półkrwi! - Wziął mnie w garść jak lalkę, ale o wieeele brutalniej. Uniósł mnie w górę. Byłam z cztery metry nad ziemią. Nagle, porywacz jęknął z bólu.
- Arghh! Zdążył tylko wycharczeć zanim zamienił się w opadający na mnie złoty pył. A ja, jako ,że byłam cztery metry nad ziemią, oczywiście spadłam na dół. Popełniłam ogromny błąd - spróbowałam wylądować na nogach. Moją kostkę przeszył ostry ból. Upadłam. Nie wiem ile czasu leżałam ale poczułam ,że ktoś wciera mi w nogę coś ciepłego a ból troszkę się zmniejszył. W końcu otworzyłam oczy i spojrzałam na mojego wybawcę.
Nade mną stał chłopak w moim wieku, miał oliwkową cerę, czarne włosy, był ubrany cały na czarno. Najbardziej przyciągnęły moją uwagę jego oczy. (Nie, to nie to co myślisz :P) Te oczy były czarne, pełne smutku, i cierpienia. A mimo to, na twarzy miał lekki uśmiech. Pomógł mi wstać.
- Cześć - Przywitał się chłopak. - Nazywam się Nico Di Angelo
Pod każdym rozdziałem będzie taka notka ode mnie. Mam nadzieję ,że wam się spodobało. Dziękuję wam za przeczytanie. Następny rozdział mam już napisany, ale dam go za tydzień, lub wtedy kiedy ktoś zacznie się tym blogiem interesować.
Na razie!
Kara
To jest bardzo zachecające do dalszego czytania :)
OdpowiedzUsuńDzięki :) Ale to dopiero pierwszy rozdział i nie mam w tym doświadczenia. Oczywiście staram się najlepiej jak mogę. Następny rozdział dam w poniedziałek lub wtorek.
Usuń