Miłego czytania!
Rozdział VII
Alice
Moja próba mogła być straszna, ale próba Nico zdecydowanie była najdziwniejsza.
Siedzieliśmy w przezroczystym pudełku po środku Nicości. Nico stał parę metrów dalej, poza naszym więzieniem, w ciemności. Czy on się boi ciemności? Nie. Na jego twarzy było widać zaskoczenie, nie strach. Rozglądał się, wyczekując pojawienia się przeciwników.
- Masz za dużo sekretów, synu Hadesa. - Rozległ się głos Praesidio. - Nadszedł czas, aby wyszły na jaw.
Wokół niego zaczęły się pojawiać dziwne postacie, które zdawały się być nieudolnie zrobione z różnych rodzajów plasteliny. Takie brzydkie plastusie. Poruszały się wolno jak zombie, ale nie wydawały z siebie żadnych dźwięków. To było straszniejsze od inwazji nieumarłych. Ta cisza przerażała bardziej niż jęki zombie.
Syn Hadesa zamachnął się mieczem na najbliższego humanoida, ale jego miecz wbił się w tą substancję na niecały centymetr, po czym nie dał się wyciągnąć. Kreatury otaczały go ze wszystkich stron. Zaczął je kopać i bić, ale ciosy jedynie przewracały przeciwników.
- Co to jest!? - Warknął kopnął jednego z plastusiów w twarz. - Jak zniszczyć tą plastelinę!?
- To nie jest zwykła plastelina! - Krzyknęła Die. - To Sprytna Plastelina! (od aut: Musiałam xD).
- Taka co działa jak magnes, świeci w ciemności, rozrywa się jak papier i tak dalej? - Zainteresowała się Sadie.
- Owszem, ale nie da się jej tak łatwo zniszczyć! - Strażniczka zmaterializowała się przed czarodziejką i zaczęła entuzjastycznie opowiadać o tym czymś, Ekscytowała się jak małe dziecko. - Rzuciłyśmy na nią specjalne zaklęcie, więc da się je zniszczyć tylko myśląc o żyjącej, bliskiej ci osobie... Każdy ludzik...
- CICHO, GŁUPIA! - Przerwała jej Noctis. - Zdradziłaś mu jak ma przejść próbę! Sam powinien się domyślić!
- Słyszałeś, Nico!? - Krzyknęłam do syna Hadesa, mocującego się z powoli duszącymi go stworzeniami. - Pomyśl o Biance, Reynie, Willu, o kimkolwiek kogo lubisz!
Syn Hadesa popatrzył na mnie chwilę i wziął głęboki oddech. Uderzył w twarz stojącego najbliżej przeciwnika.
Mały chłopiec biega po Kasynie, uciekając przed starszą siostrą. Jakaś kobieta oferuje mu ciasteczko w kształcie kwiatu lotosu. Przyjmuje je i zjada. Chce tu zostać dłużej.
Nico dobył miecza i przeciął kolejnego plastusia na pół. Ogarnęły mnie mdłości i zaczęłam opadać na ziemię. Poczułam podpierające mnie ramię Cartera.
Patrzył na Percy'ego ze szczęściem w oczach. Zawsze chciał być Herosem. Czuł się jak postać z jego ulubionej gry "Magia i Mit".
Sadie coś do mnie mówiła, próbując wlać mi nektar do ust.
Czuł się samotny. Dlaczego jego siostra dołączyła do łowczyń? Czy ona go nie kocha?
Rodzeństwo magów o czymś rozmawiało. Miałam rozmazany obraz, ale wstałam i oparłam się o ścianę, żeby Carter nie musiał mnie trzymać.
Ufał mu. Kazał mu przysiąc. Syn Posejdona Złamał obietnicę. Chłopca zalała wściekłość. W ziemi pojawiła się szczelina, z której wyszły szkielety.
Rozmowy ze zmarłą siostrą, współpraca z Minosem, wykąpanie Percy'ego w Styksie, zdrada, koniec Wojny Tytanów, zabranie Hazel z łąk Asfodelowych, życie między obozami, wyprawa do Tartaru, porwanie do spiżowej kadzi, Percy i Annabeth spadający do Tartaru, żegluga na Argo II, wyprawa po berło Dioklecjana, zdradzenie największego sekretu Jasonowi, Dom Hadesa, spotkanie Reyny, transport Ateny Partenos do Obozu Herosów, koniec Wojny z Gają, wyznanie synowi Posejdona uczucia, które już przeminęło.
Obraz się wyostrzył, a ja musiałam zamknąć oczy, bo głowa mnie bolała jak ch*lera. To co przed chwilą zobaczyłam, to było życie Nico. Miałam ochotę walić głową w ścianę i ochrzanić samą siebie za to, że uważałam moje życie za skomplikowane. Jakby tego mało, czułam się jak intruz. Wiedziałam o nim aż za dużo.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że syn Hadesa stoi na przeciwko ostatniego przeciwnika. Zanim zdążył go przeciąć wpół, plastuś rozleciał się w kupkę świecącej w ciemności plasteliny. Nasze przezroczyste więzienie zniknęło, a on podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
- Wszystko dobrze? - Spytał.
- Po tym co widziałam, to ja powinnam się spytać. - Uśmiechnęłam się do niego. Nie miałam zamiaru zmieniać swojego nastawienia do niego. Jeśli naprawdę chcę być dla niego kimś więcej, prędzej czy później dowiedziałabym się tego wszystkiego. Czułam się tylko trochę dziwnie, wiedząc o nim praktycznie wszystko. Jakbym miała w ręku broń, której nie chcę wykorzystać. - Jak ty to wytrzymałeś?
- Przyzwyczaiłem się. - Odpowiedział i spojrzał na strażniczki, które zmaterializowały się obok nas. Jego łagodny wyraz twarzy zastąpił gniew. - Możemy iść?
- Na pewno tego chcecie? - Spytała Noctis, a ja prawie parsknęłam śmiechem. One naprawdę są takie głupie?
- Jasne, że nie. Przechodziliśmy przez tyle męczarni tylko po to, żeby wrócić do obozu i czekać na powstanie Chaosu. - Odpowiedziałam sarkastycznie.
- Pytamy się, ponieważ mgła już nie będzie was ukrywać. - Wyjaśniła Die. - Tylko ty będziesz mogła was ukrywać przed wzrokiem śmiertelników. Chyba, że... Znajdziecie pomoc.
- Czyli?
- Em.. - Strażniczki zaczerwieniły się w tym samym momencie. - Możliwe, że po drodze spotkacie naszą jedyną śmiertelną córkę... I może swoje rodzeństwo.
- To jakieś dziecko Hekate wie o swojej tożsamości i żyje poza obozem? - Zaciekawił się Nico.
- Hekate wszystko wam wytłumaczy. - Machnęły rękami w tym samym momencie. - Jesteście pewni, że chcecie iść dalej?
- Tak! - Odpowiedzieliśmy chórem, a wszystko rozpłynęło się w mgłę. Zamknęłam oczy. Matka postanowiła mi wyjaśnić słowa strażniczek.
******
Ulicą szedł chudy i wysoki chłopak z brązowymi włosami i mnóstwem piegów. Na całym ubraniu miał narysowane zielonym flamastrem dziwne znaki. W niektórych poznałam greckie litery. Rozmawiał z jakimś mężczyzną w średnim wieku, w którym poznałam Howarda Claymore'a. Znanego autora książek, w której badał, co się dzieje po śmierci. Ale czy on przypadkiem nie zginął w pożarze?
- Alabaster podczas Wojny Tytanów walczył po stronie Kronosa. - Usłyszałam głos Hekate. - Zapłacił za to wygnaniem z obozu. Na rozkaz Gai, był ścigany przez waszą siostrę, Lamię. Howard umarł, umożliwiając mu rzucenie zaklęcie, dzięki któremu przez długi czas nie będzie go atakować. Ożywiłam go jako mgielnika i podróżują razem po całej Ameryce. Oprócz córki strażniczek, tylko on może wam pomóc się ukryć. Jeśli nie chcecie zostać ukryci pod mgłą, musicie go znaleźć i przekonać, aby poszedł z wami. Tylko ty możesz tego dokonać.
Podeszłam do tego chłopaka, chcąc go poprosić o dołączenie do nas. Dotknęłam jego ręki, a sen się rozpłynął.
******
Nico
Nie wiedziałem, czy udusić te strażniczki, czy im podziękować.
Prawie spaliły Sadie, zmusiły Cartera do konfrontacji z własną dziewczyną i bandą pingwinów, pokazały Alice Tartar, a mnie zmusiły do wyjawienia wszystkich swoich sekretów, A jednak, ich spotkanie miało też dobre strony,
Po pierwsze, obudziliśmy się na krzesłach jakiejś lodziarni w Brazylii, czyli w Ameryce południowej. Musieliśmy być blisko celu. Słońce chyliło się ku zachodowi. Po drugie, Alice wyglądała bosko. Tak, ja to powiedziałem.
Rudowłosa miała na sobie zwiewną, jasnozieloną sukienkę z trójkątnym dekoltem. (Nie, żebym się na niego patrzył!) Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Na początku, uważałem ją za przyjaciółkę. Cieszyłem się, że mnie akceptowała i nie patrzyła na mnie przez pryzmat ojca. Zmieniło się to podczas walki z Lajstrygonami. Nagle, zacząłem dostrzegać to, na co dotąd nie zwracałem uwagi. To, jaka jest odważna, sprytna, piękna, jak złoty pył błyszczy w jej włosach koloru płomieni... Dobra, przesadziłem. Ogarnęło mnie uczucie, którego nie czułem od czasów Percy'ego, ale dziesięć razy silniejsze. Znowu się zakochałem.
- Sei meraviglioso. Ti amo. - Powiedziałem, nadal patrząc na nią rozanielony.
- Co powiedziałeś? - Spojrzała w moją stronę. Patrzyła na mnie wielkimi oczami, po czym się uśmiechnęła, wyraźnie rozbawiona. Zaczerwieniłem się jak burak, a Carter i Sadie trochę mniej kulturalnie wybuchły śmiechem.
- Rozumiecie włoski? - Spytałem zmieszany.
- Nie! Nawet Pan Wikipedia nie zna słowa w tym języku! - Wydusiła Sadie przez łzy śmiechu - Popatrz, w co cię strażniczki ubrały!
Posłusznie, spojrzałem w dół i zdecydowałem. Powinienem udusić te dwie boginie. Miałem na sobie krótkie spodenki i koszulę w orientalne wzory z napisem I ♥ BRAZIL. Posłałem Alice spojrzenie "Błagam, nie śmiej się!", a ona mi odpowiedziała "Przepraszam, to silniejsze ode mnie." Próbowała stłumić śmiech, ale lekko zachichotała.Wyglądała ślicznie, kiedy się śmiała.
- Afrodyto, dlaczego mi to zrobiłaś? - Spytałem w myślach i dostałem więcej, niż się spodziewałem.
- Bo po to tu jestem! - Odpowiedziała kobieta, która pojawiła się w obłoku różowego brokatu i płatków róż. Była wysoka, miała rude włosy i zielone oczy. Jednym słowem, starsza wersja Alice. Miała nawet tę samą sukienkę. Bogowie, czy ze mną naprawdę jest tak źle?
- Kim pani jest? - Spytała prosto z mostu Sadie. - Czuć od pani boską aurę, ale..
- Och, Sadie! Jestem Afrodyta, grecka bogini miłości! - Odpowiedziała kobieta melodyjnym głosem. - Wiesz, Anubis i Walt bardzo za tobą tęsknią! Tu wspaniali chłopcy! Gdyby nie byli z Egiptu...
- Po co pani tu przyszła? - Spytał Carter, a bogini zwróciła się w jego stronę.
- Carter! Nadal się martwisz tą sprawą z Ziyą? Nie martw się, nigdy tak o tobie nie myślała! Te strażniczki to straszne manipulatorki!
- A ty, nie mniejsza. - Mruknąłem. Na moje nieszczęście, usłyszała mnie.
- Nico, to z Percym to z Percym to była tylko malutka igraszka! - Wyszczebiotała. - A co do twojej obecnej sytuacji... Nie obiecuję, że ci się uda.
- Nie wiem, o co ci chodzi! - Warknąłem, nie zwracając uwagi na to, że gadam z boginią. No bo, co ona może mi zrobić? Rozczesać włosy?
- Afrodyto... - Zaczęła Alice, żywo przy tym gestykulując. - Po co tu przyszłaś?
- Ach, no tak! - Zachichotała Afrodyta. - W sprawie misji. Został wam tylko tydzień do urodzin wyroczni!
- Jakich urodzin wyroczni!? Jak to, tydzień!? - Wykrzyczała Alice, a przechodnie patrzyli na nią jak na wariatkę.
- Aż tak nie zrozumieliście przepowiedni? - Bogini miłości przechyliła głowę z niedowierzaniem. - Mówiła o urodzinach wyroczni. Tu nie chodzi o założenie wyroczni Delfickiej, bo została założona jeszcze za czasów Tytanów, kiedy nie było czegoś takiego jak kalendarz. Chodzi o urodziny głosu Delf, Rachel Elizabeth Dare. Ostateczny termin to zachód słońca, 30 kwietnia*, czyli za dokładnie 7 dni, w następny piątek.
- Ale... - Zaczął Carter. - To by znaczyło, że siedzieliśmy w tej jaskini kilka tygodni!
- W Świecie granic, czas płynie inaczej. - Wyjaśniła bogini. - Jeszcze tego nie czujecie, ale jesteście na skraju wycieńczenia. Dlatego też, zafundowałam wam specjalne lody! - Uśmiechnęła się, a w jej rękach pojawiły się dwa różki, które podała mi i Alice. Zmaterializowały się kolejne, które podała rodzeństwie magów. W tej samej chwili, na bezchmurnym niebie pojawiła się błyskawica. - Zeus mnie wzywa. Te lody są magiczne. Będziecie mieli godzinę na znalezienie noclegu, zanim zaśniecie. Alice, szukaj pod figurą Chrystusa w Brazylii. Gdy będziecie gotowi, zapytajcie miejscowych o starą świątynię w dżungli. - Rzuciła mi trochę pieniędzy śmiertelników, po czym zmieniła się w różowy obłoczek dymu.
-----------------------------------------------
* Urodziny Rachel - Nie znam daty urodzin Rachel. Została ona wymyślona na potrzebę opowiadania.
Rozdział taki trochę kiepściejszy, ale obiecuję, że niedługo będzie ciekawiej :D Dziękuję wszystkim za czytanie, a następny rozdział dodam, gdy tylko będę miała czas.
Dzięki za czytanie!
Karola
- Co powiedziałeś? - Spojrzała w moją stronę. Patrzyła na mnie wielkimi oczami, po czym się uśmiechnęła, wyraźnie rozbawiona. Zaczerwieniłem się jak burak, a Carter i Sadie trochę mniej kulturalnie wybuchły śmiechem.
- Rozumiecie włoski? - Spytałem zmieszany.
- Nie! Nawet Pan Wikipedia nie zna słowa w tym języku! - Wydusiła Sadie przez łzy śmiechu - Popatrz, w co cię strażniczki ubrały!
Posłusznie, spojrzałem w dół i zdecydowałem. Powinienem udusić te dwie boginie. Miałem na sobie krótkie spodenki i koszulę w orientalne wzory z napisem I ♥ BRAZIL. Posłałem Alice spojrzenie "Błagam, nie śmiej się!", a ona mi odpowiedziała "Przepraszam, to silniejsze ode mnie." Próbowała stłumić śmiech, ale lekko zachichotała.Wyglądała ślicznie, kiedy się śmiała.
- Afrodyto, dlaczego mi to zrobiłaś? - Spytałem w myślach i dostałem więcej, niż się spodziewałem.
- Bo po to tu jestem! - Odpowiedziała kobieta, która pojawiła się w obłoku różowego brokatu i płatków róż. Była wysoka, miała rude włosy i zielone oczy. Jednym słowem, starsza wersja Alice. Miała nawet tę samą sukienkę. Bogowie, czy ze mną naprawdę jest tak źle?
- Kim pani jest? - Spytała prosto z mostu Sadie. - Czuć od pani boską aurę, ale..
- Och, Sadie! Jestem Afrodyta, grecka bogini miłości! - Odpowiedziała kobieta melodyjnym głosem. - Wiesz, Anubis i Walt bardzo za tobą tęsknią! Tu wspaniali chłopcy! Gdyby nie byli z Egiptu...
- Po co pani tu przyszła? - Spytał Carter, a bogini zwróciła się w jego stronę.
- Carter! Nadal się martwisz tą sprawą z Ziyą? Nie martw się, nigdy tak o tobie nie myślała! Te strażniczki to straszne manipulatorki!
- A ty, nie mniejsza. - Mruknąłem. Na moje nieszczęście, usłyszała mnie.
- Nico, to z Percym to z Percym to była tylko malutka igraszka! - Wyszczebiotała. - A co do twojej obecnej sytuacji... Nie obiecuję, że ci się uda.
- Nie wiem, o co ci chodzi! - Warknąłem, nie zwracając uwagi na to, że gadam z boginią. No bo, co ona może mi zrobić? Rozczesać włosy?
- Afrodyto... - Zaczęła Alice, żywo przy tym gestykulując. - Po co tu przyszłaś?
- Ach, no tak! - Zachichotała Afrodyta. - W sprawie misji. Został wam tylko tydzień do urodzin wyroczni!
- Jakich urodzin wyroczni!? Jak to, tydzień!? - Wykrzyczała Alice, a przechodnie patrzyli na nią jak na wariatkę.
- Aż tak nie zrozumieliście przepowiedni? - Bogini miłości przechyliła głowę z niedowierzaniem. - Mówiła o urodzinach wyroczni. Tu nie chodzi o założenie wyroczni Delfickiej, bo została założona jeszcze za czasów Tytanów, kiedy nie było czegoś takiego jak kalendarz. Chodzi o urodziny głosu Delf, Rachel Elizabeth Dare. Ostateczny termin to zachód słońca, 30 kwietnia*, czyli za dokładnie 7 dni, w następny piątek.
- Ale... - Zaczął Carter. - To by znaczyło, że siedzieliśmy w tej jaskini kilka tygodni!
- W Świecie granic, czas płynie inaczej. - Wyjaśniła bogini. - Jeszcze tego nie czujecie, ale jesteście na skraju wycieńczenia. Dlatego też, zafundowałam wam specjalne lody! - Uśmiechnęła się, a w jej rękach pojawiły się dwa różki, które podała mi i Alice. Zmaterializowały się kolejne, które podała rodzeństwie magów. W tej samej chwili, na bezchmurnym niebie pojawiła się błyskawica. - Zeus mnie wzywa. Te lody są magiczne. Będziecie mieli godzinę na znalezienie noclegu, zanim zaśniecie. Alice, szukaj pod figurą Chrystusa w Brazylii. Gdy będziecie gotowi, zapytajcie miejscowych o starą świątynię w dżungli. - Rzuciła mi trochę pieniędzy śmiertelników, po czym zmieniła się w różowy obłoczek dymu.
-----------------------------------------------
* Urodziny Rachel - Nie znam daty urodzin Rachel. Została ona wymyślona na potrzebę opowiadania.
Rozdział taki trochę kiepściejszy, ale obiecuję, że niedługo będzie ciekawiej :D Dziękuję wszystkim za czytanie, a następny rozdział dodam, gdy tylko będę miała czas.
Dzięki za czytanie!
Karola
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz